poniedziałek, 23 września 2013

Kaisoo- Sorry, I'm a Bad Boy! * Chapter III

Witajcie~ Jak zwykle po miesięcznej przerwie przychodzę do was z nowym rozdziałem. Bardzo dziękuję wam za wszystkie wspaniałe i podnoszące na duchu komentarze <3 Tak jak zwykle przy tej okazji chciałabym was poprosić o kolejne 5 lub 6 aby nowy rozdział mógł powstać. Swoją drogą ten blog obchodzi swoje pierwsze urodzinki . Jestem wam bardzo wdzięczna, że przez te 12 miesięcy byliście razem ze mną, czekaliście cierpliwie i nagradzaliście mnie dobrym słowem. Chce dla was przygotować małą urodzinową niespodziankę w postaci one-shota, więc zapraszam do udziału w mini-ankiecie. Nie przedłużajmy jednak już dłużej~

~ D.O Pov

Było już późne popołudnie kiedy szedłem opustoszałym szkolnym korytarzem. Zdarzało się to na tyle często, że przyzwyczaiłem się do samotnych wędrówek po lekcjach. Teraz było jednak wyjątkowo pusto, żadnej żywej duszy czy choćby odgłosu świadczącego o obecności kogokolwiek. Nic. Kompletna cisza. Słyszałem jedynie swoje kroki odbijające się głośnym echem po ścianach budynku. Czułem się naprawdę nieswojo, bo chociaż zazwyczaj o tej porze, w szkole było niewiele osób, to czasami kogoś mijałem. Przez duże okna na korytarz wlewały się ostatnie promienie przygasającego słońca, które zabarwiły niebo na mocno pomarańczowy kolor. Skręciłem w zaułek który łączył jeden budynek z drugim. Było to jedno z nielicznych miejsc w których bez lamp panowałyby kompletne ciemności. Niestety żadna z nich nie była włączona więc poruszałem się po omacku. Na końcu długiego korytarza znajdowały się drzwi, które w tej chwili były uchylone. Smuga światła sprawiała, że pragnąłem się do nich zbliżyć jak najszybciej, byle tylko wydostać się z tej mrocznej otchłani. Z pomieszczenia dobiegała niezbyt głośna muzyka z dobrym tanecznym bitem. Zbliżyłem się do wejścia i przez szparę zobaczyłem ukrytą w cieniu, niewyraźną postać. Po cichu wślizgnąłem się do środka, w końcu nie chciałem tej osobie przeszkadzać. Na początku jasność panująca w sali sprawiła, że odruchowo przymknąłem oczy. Zamrugałem kilkakrotnie aby przyzwyczaić się do światła. Po chwili tajemnicza postać odwróciła się do mnie i mogłem zobaczyć kto to był.
Kai przyglądał mi się badawczo, lekko przechylając głowę na bok. Cofnąłem się do tyłu, pragnąłem wyjść. Na plecach poczułem strużkę zimnego potu. W jednej chwili pomieszczenie, które było ucieczką od nieoświetlonego korytarza stało się tak samo nieprzyjemne. Strach mnie sparaliżował, nie mogłem się ruszyć. Muzyka ucichła i w pomieszczeniu zrobiło się mrocznie. Chłopak zaczął się do mnie zbliżać, wiedziałem, że nie ma ucieczki. Oczami wyobraźni już widziałem jak na mnie wrzeszczy, jak z pogardą na mnie patrzy. Tak bardzo chciałem móc powiedzieć, że to przez przypadek, że nie chciałem przeszkadzać, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Kai lustrował mnie wzrokiem od stóp do głów. Kilka razy obszedł  mnie dookoła.  Jego oczy zdawały się badać każdy najmniejszy szczegół mojego ciała.


- Zwyczajny kujon i czym się tutaj podniecać? Jest przystojny to fakt, ale jakoś specjalnie to też nie wygląda. Źle ubrany, fryzurę też można zmienić na lepszą… A jednak mnie kusisz i wiem co z tobą zrobię…

Głośno przełknąłem ślinę. O czym on właściwie mówi? Czy to właśnie teraz mnie pobije?     

Poczułem jak z brakiem wyczucia popchnął mnie na ścianę po której natychmiast się zsunąłem. Kai ukucnął tuż przed mną i mogłem bezpośrednio patrzeć mu w oczy. W jego ciemnych tęczówkach dostrzegłem niebezpieczne iskierki. Chłopak nachylił się bardzo nisko, poczułem jego ciepły oddech na twarzy…
~
Obudziłem się gwałtownie, byłem zlany potem. Podciągnąłem się na łokciach ciężko dysząc. Jak dobrze, że to tylko sen… Starłem z powiek jego resztki, po chwili zadzwonił budzik - czas wstawać do szkoły.

Idąc przez hol czułem się naprawdę niespokojnie zupełnie jak w swoim śnie. Dzisiaj miała się odbyć moja pierwsza prywatna lekcja z Kai, której bardzo się obawiałem. Na zajęciach nie mogłem przestać o tym myśleć i zupełnie nie potrafiłem skupić się na słowach nauczycieli. Wkrótce przyszła pora na przerwę na lunch i mogłem spotkać się z Luhanem. Chciałem powiedzieć mu o moich wątpliwościach. Siedzieliśmy przy naszym ulubionym stoliku razem z Suho, cicho rozmawiając.

- Dasz sobie radę Kyungsoo, jesteś zaradny - blondyn posłał mi ciepły uśmiech.

- Staram się jakoś pozytywnie nastawić, ale boję się, że on w ogóle nie przyjdzie…

- Zobaczysz uda się, będę mocno trzymał kciuki. Hwaiting! – Dzięki tym słowo poczułem się chociaż odrobinę podniesiony na duchu i mogłem przetrwać jakoś pozostałe lekcje.
~
Tak jak zawsze po lekcjach szedłem opustoszałym korytarzem. Wszyscy uczniowie już dawno opuścili gmach szkoły. Poruszałem się bardzo powoli aby jak najbardziej opóźnić spotkanie w bibliotece. Ręce niemiłosiernie mi się trzęsły z obawy przed „korepetycjami”. Naprawdę nie chciałem tam iść i siedzieć z Kai przez półtorej godziny drżąc ze strachu, że spotka mnie coś nieprzyjemnego. Dodatkowo cały czas zastanawiałem się czy Kim w ogóle się pojawi. Ten wtorek nie zapowiadał się dobrze już od momentu w którym się obudziłem. Szedłem tak myślami będąc w zupełnie innym świecie, gdy nagle na swojej drodze spotkałem przeszkodę. Odbiłem się od niej a potem ktoś mnie popchnął i teraz leżałem na zimnej podłodze. ~Cholera - pomyślałem~ Kiedy podniosłem wzrok ujrzałem nad sobą całą paczkę Bad Boyów… Stanęli w kole wokół mnie zamykając dostępne drogi ucieczki.

- Co ty sobie wyobrażasz, hm? – odezwał się jeden z nich.

- Patrz jak łazisz kujonie - tym razem był to Sehun.

Postanowiłem zignorować ich zaczepki i ani myślałem żeby się poruszyć. W jednej chwili zostałem pociągnięty za kołnierz koszuli, poczułem, że moje stopy nieco oderwały się od ziemi. Patrzyłem teraz w ciemnobrązowe oczy wysokiego chłopaka.

- Przeproś - powiedział ze złością.

Nie odezwę się, nie dam sobą rządzić komuś kto mnie poniża. Nadal się w niego wpatrywałem.

- A więc to tak? Kujonek się stawia? - jego głęboki głos brzmiał teraz iście złowieszczo - Przeprosisz albo… - uniósł pięść tak jakby chciał mi przyłożyć, ale utknął w połowie. Nagle coś bądź ktoś znajdujący się za mną przykuł uwagę dryblasa. Nie przestawałem się bezczelnie gapić w miejsce gdzie za kilka sekund ponownie pojawiła się jego twarz. Brunet opuścił mnie na ziemię czemu towarzyszył niezły hałas. Podniosłem się, otrzepałem i poprawiłem ubrania.

- Masz dzisiaj szczęście, ktoś inny się tobą zajmie - powiedział.

Wszyscy odwrócili się i poszli za nim po drodze trącając mnie dla zabawy. Wszystkiemu towarzyszyły ich głupawe śmiechy. Odetchnąłem głęboko kiedy oddalili się na bezpieczną odległość. Ruszyłem w stronę schodów znajdujących się po mojej prawej stronie. Wchodząc na górę zastanawiałem się o czym mógł mówić ten łobuz, bo kiedy wstałem nikogo za sobą nie zauważyłem. Kiedy w końcu znalazłem się pod drzwiami biblioteki przez myśl przebiegło mi pytanie.~ Co ja tutaj właściwie robię? No tak… Pani Huan mi kazała…~ Popchnąłem drzwi aby wejść do środka. Spotkało mnie wielkie zaskoczenie kiedy zobaczyłem Kai. Siedział przy jednym ze stołów do nauki. Wręcz leżał na krześle a  nogi trzymał na blacie. Pomachałem przecząco głową. Jak można się tak zachowywać? Czy on ma w sobie choćby krztę kultury osobistej? Szczerze zaczynałem wątpić czy w ogóle ją posiadał. Między regałami z pokaźnymi zbiorami książek zauważyłem panią bibliotekarkę. Układała na półkach przeróżne tomy, które w stosach leżały na stoliku na kółkach. Zostawiłem swoje ubrania na wieszaku, żeby mi nie przeszkadzały. Podszedłem do stołu, odsunąłem krzesło i jako pierwszy postanowiłem się odezwać:

- Przyszedłeś - stwierdziłem wciąż będąc w lekkim szoku.

- Nie przyzwyczajaj się do tego widoku. To pani Huan mnie tutaj przyprowadziła, żebym nie zwiał… Zresztą po co ci to mówię, sam się pewnie domyślasz, że nie będę tu częstym gościem - odpowiedział chłopak w warkoczykach.

Usiadłem na swoim krześle i z obrzydzeniem zepchnąłem jego nogi ze stołu. Widziałem jak teatralnie wzdycha i marudzi pod nosem. Wciąż jednak siedział w pozycji oznajmiającej, że nie jest zainteresowany sytuacją. Wziąłem na kolana plecak i zacząłem szukać w nim niezbędnych rzeczy.

- Wyjmij sobie podręcznik do biologii - powiedziałem z wzrokiem utkwionym w moim piórniku.

- Nie mam - odpowiedział praktycznie od razu. 

Podałem mu swoją książkę i kazałem otworzyć na konkretnej stronie. Kai zrobił to z niechęcią po czym znowu opadł na krzesło. Podsunąłem mu też pod nos kartkę na notatki i długopis zanim odpowiedział by mi, że ich również nie posiada. Powoli i spokojnie zacząłem tłumaczyć mu materiał na jutrzejszą kartkówkę, starając się przedstawić wszystko w jak najbardziej przystępny sposób. Kiedy skończyłem zadałem mu pytanie dotyczące DNA, ale zamiast niego odpowiedziała mi cisza. Spojrzałem na Jongina - bawił się swoim telefonem podczas gdy ja przez ten cały czas tak się starałem. Poczułem jak się we mnie gotuje, to mnie przerosło. Nie mogłem znieść jego ignorancji. Ogarnęła mnie złość, uderzyłem pięścią w stół.

- Po co ty tutaj w ogóle jesteś, co?! Nie mogłeś sobie pójść do domu, tak jak zawsze? Myślisz, że ja chce tutaj z tobą siedzieć i coś ci objaśniać, kiedy ty zwyczajnie to olewasz? A widzisz, wcale mi się to nie uśmiecha! - złość powoli mnie opuszczała.
Kai najzwyczajniej w świecie się roześmiał, a ja aż poczerwieniałem ze złości.
- Widzę, że ty też czasem potrafisz się zezłościć. Nie wysilaj się szczeniaczku, już sobie idę. Nie masz się co przejmować - posłał mi wredny uśmieszek, zarzucił plecak na ramię i iście rozbawiony poszedł w stronę drzwi.

Załamałem ręce w niemocy. Boże czemu ten chłopak, musi być taki? Czym ja sobie na coś takiego zasłużyłem? Uspokajałem sam siebie, jednak w głowie miałem same złe słowa na tego ignoranta.
Postanowiłem jednak pójść za nim, żeby w przyszłości wiedzieć, gdzie ewentualnie mógłbym go odszukać. Czym prędzej narzuciłem na siebie kurtkę i szalik w dość niechlujny sposób. Pożegnałem się z bibliotekarką po czym wybiegłem z pomieszczenia. Kai kończył właśnie schodzić ze schodów, przynajmniej dzieliła nas dosyć bezpieczna odległość. Oboje wyszliśmy na zewnątrz. Poczułem jak zimny wiatr smaga moje policzki i nos powodując nieprzyjemne uczucie zimna. Biegnąc truchcikiem doprowadziłem się do porządku, starałem się nie spuścić mojego celu z oczu. Wkrótce Jongin zniknął za budynkiem, ruszył w stronę boisk. Zaczaiłem się na rogu, rozejrzałem się wokół czy przypadkiem się gdzieś tutaj nie ukrył. Kiedy byłem już na sto procent pewien, że moja pozycja jest bezpieczna ruszyłem przed siebie. Widziałem jak wkłada słuchawki co stanowiło kolejną zaletę - teraz na pewno mnie nie usłyszy. Droga była długa, a ja nie bardzo wiedziałem dokąd zmierzamy, więc starałem się zapamiętać jakieś charakterystyczne miejsca, żeby potem wrócić. Szliśmy tajemniczymi uliczkami o których istnieniu nie miałem nawet pojęcia. Doszedłem do przejścia dla pieszych z wysepką i tutaj sprawa zaczęła się komplikować. Kai był już na środkowej platformie a ja wciąż czekałem na zielone światło. Starałem się dyskretnie go obserwować, ale nagle widok przesłonił mi autobus i wielka ciężarówka. Kolor na sygnalizatorze się zmienił jednak zanim przejechały wszystkie samochody straciłem Jongina z oczu. Przebiegłem przez następne przejście nerwowo rozglądając się dookoła - nie mogę go przecież teraz zgubić. Już miałem się załamać i dać sobie spokój gdy jego bandanka mignęła mi w tłumie i mogłem kontynuować śledzenie go. Skręciłem za nim w kolejną uliczkę. Ta jednak wyglądała przyjaźniej od poprzednich, a przede wszystkim była lepiej oświetlona. Kai czuł się tam najwyraźniej bardzo swobodnie bo zaczął tańczyć w rytm muzyki. Przetarłem oczy ze zdumienia bo nie mogłem uwierzyć temu co widzę. Radosne podrygi zupełnie mi do niego nie pasowały. Po kilku kolejnych minutach moim oczom ukazał się naprawdę duży jednorodzinny dom ze sporym ogrodem. Kai zbliżył się do furtki i wyjął z uszu słuchawki, wcisnął je do kieszeni. Kiedy przekroczył płot całe dotychczasowe szczęcie natychmiast z niego uszło a mina zrzedła. Schowałem się za zaparkowanym niedaleko samochodem. Z stamtąd obserwowałem rozwój wydarzeń. Latarnie nagle jakby przygasły gdy Jongin zbliżył się do drzwi domu. Otworzył je i bardzo ostrożnie wszedł do środka gdzie zachowywał się tak, jakby czegoś się obawiał. Wyszedłem z mojej kryjówki i zacząłem oględziny miejsca zamieszkania Kima. Był to duży, jednopiętrowy dom z poddaszem, o eleganckiej fasadzie w białym kolorze. Miał proste, ale za do duże okna. Drzwi wejściowe były czarne. Ganek był idealnie odśnieżony tak samo jak ścieżka przed domem. Po lewej stronie do budynku przylegał garaż. Na posesji rosło kilka dużych drzew, które niestety w zimowej porze nie prezentowały się zbyt urokliwie ze względu na swoje puste gałęzie. Musiałem przyznać, że dom mi się spodobał, jednak nie wydawał się przytulny. Światło w przedpokoju się zapaliło więc mogłem zobaczyć co działo się wewnątrz. Zauważyłem, że poza Jonginem znajdował się tam również jakiś mężczyzna, który prawdopodobnie był jego ojcem. Nagle z domu zaczęły wydobywać się różne hałasy i krzyki. Nie bardzo wiedząc co powinienem zrobić po prostu uciekłem. Wolałem nie ryzykować, że zostanę zauważony. Puściłem się biegiem, a mój mózg od razu zaczął analizować widzianą kilka sekund temu sytuację. A może nie powinienem odbiegać? Tylko co właściwie mogłem zrobić? Co dzieje się w domu Kai? Czy to jego ojciec się nad nim znęca i dlatego Jongin jest taki zgorzkniały i oziębły? Co na to jego matka?  Te i jeszcze setki innych pytań przewijały się bez ustanku przez moje myśli. Po jakimś czasie bieg zamieniłem na szybki chód. Szwendałem się po rozmaitych uliczkach starając się znaleźć drogę do domu, jednak bez skutku. Po prostu gubiłem się w tej plątaninie. Daleko przed sobą zauważyłem neon metra, a że jak najszybciej chciałem być w domu poszedłem w tamtym kierunku. ~Rodzice chyba mnie zabiją~ pomyślałem. Po dotarciu na miejsce odszukałem na rozkładzie stację, która znajdowała się najbliżej mojego domu i kupiłem w automacie bilet. Do odjazdu pozostało jeszcze jakieś pięć minut. Na stacji nie było zbyt wielu oczekujących, zauważyłem tylko kliku studentów, ludzi z teczkami w garniturach oraz staruszków. Wystraszyłem się kiedy spojrzałem na prawo. Dzień miałem wyjątkowo pechowy bo chyba nie każdemu zdarza się spotkać Bad Boyów dwa razy w ciągu dnia. Czym prędzej naciągnąłem na głowę kaptur kurtki i wbiłem wzrok w podłogę. W duchu modliłem się, żeby mnie nie zauważyli bo po akcji na korytarzu nie odpuszczą. Kiedy w końcu pociąg metra zatrzymał się na peronie skierowałem się do jednego z pierwszych wagonów. Całe szczęście, że oni usiedli dalej, jednak wcale nie napawało mnie to optymizmem. Zsunąłem kaptur i chwyciłem leżącą obok mnie gazetę. Postanowiłem udawać, że ją czytam - musiałem jakoś się ukryć. Egzemplarz porannego dziennika idealnie zasłaniał mi twarz. Głośne rozmowy i nieustanne śmiechy Bad Boyów niosły się po całym pociągu irytując pasażerów.

- Ach ta dzisiejsza młodzież - odezwał się jakiś staruszek siedzący niedaleko ode mnie.

- Dziadku… - odparł dziewczęcy głosik.

Chociaż podróż nie trwała długo dla mnie dłużyła się ona w nieskończoność. Zadowolony z faktu, że nie będę musiał znowu uciekać wyszedłem z wagonu. Niestety okazało się, że ci szkolni pogromcy dobrych uczniów wysiedli na tej samej stacji. ~Fuck~ przekląłem po angielsku i ruszyłem w stronę wyjścia. Przez całą drogę słyszałem jak rozbawieni rozmawiają o swoich dzisiejszych wybrykach. Ich śmiechy i głośne rozmowy nie podobały się nikomu kto teraz szedł do przeszklonych drzwi. Przynajmniej dowiedziałem się, że chłopak, który usiłował mi przyłożyć miał na imię Chanyeol - będę wiedział kogo mam się wystrzegać jak ognia. Wyszedłem na ulicę i wtedy mnie zauważyli…

- Ej zaraz, czy to nie jest przypadkiem ten mały dupek , który uziemił Kai’a? - odezwał się któryś z nich. Nie wiedziałem, jak ma na imię pozostała dwójka, która szła z Chanyeolem i Sehunem, ale szczerze zastanawiałem się czy będzie mi to do czegoś potrzebne.

- Tak, masz rację - przytaknął inny.

- Hej ty! - usłyszałem za plecami.

Przyśpieszyłem kroku. Nawoływania się nie skończyły, a do tego towarzyszyły im różne wyzwiska. Pobiegłem ile sił w nogach, byle tylko mnie nie złapali. Zgraja rzecz jasna ruszyła za mną z iście bojowym okrzykiem. Tą okolicę przynajmniej dobrze znałem, więc mogłem ukryć się w jakimś ciemnym zaułku. Zaczęło mi brakować tchu więc wbiegłem w jedną z uliczek i przywarłem plecami do ściany. Wstrzymałem oddech. Jeżeli dorwą mnie tutaj to już po mnie. Przebiegli tuż obok, ale na szczęcie się nie zorientowali. Chwilę później kroki ucichły i znowu słyszałem ich głosy:

- Gdzie jest ten szczyl, do cholery?! Niech ja go tylko dorwę…

Czekałem nasłuchując odgłosów ferajny. Wymknąłem się z zaułka, obejrzałem się za siebie i pobiegłem w przeciwną stronę najszybciej jak mogłem. Urządziłem sobie dzisiaj istny miejski maraton, nie ma co. W końcu znalazłam się w domu, do którego też praktycznie wbiegłem. Wreszcie mogłem odetchnąć z ulgą chociaż na moment. Pozbyłem się wierzchniej odzieży oraz butów. Nagle z kuchni wychyliła się mama, której mina od razu powiedziała mi wszystko:

- Do Kyungsoo, czy możesz mi powiedzieć gdzie ty byłeś tyle czasu?! Nie odbierasz komórki, a ja się martwię bo nie mam pojęcia gdzie jesteś! 

Zacząłem jej tłumaczyć i tym samym trochę (no trochę bardzo) kłamać, dlaczego powrót do domu zajął mi aż tyle czasu. Złość mamy trwała jednak nadzwyczaj długo i gdy mogłem odejść do swojego pokoju poczułem ulgę. Byłem potwornie zmęczony, ledwo mogłem utrzymać się na nogach. Opadłem na łóżko, a plecak rzuciłem gdzieś w okolicę biurka. Wyjąłem z kieszeni dżinsów telefon - miałem kilka wiadomości i mnóstwo nieodebranych połączeń od mamy. Wszystkie smsy były od Luhana:

Od: Luhan-Hyung
Jak ci poszło?

Od: Luhan-Hyung
Kyungsoo, dlaczego nie odpisujesz? Martwię się…

Od: Luhan-Hyung
Napisz gdy już będziesz mógł, proszę…

Mój nastrój był jednak podły i wcale nie miałem ochoty mu odpisywać. Zrobiłem to „na odwal się” dla świętego spokoju:

Do: Luhan-Hyung
Jakoś. Jestem zmęczony. Przepraszam.

Kiedy tylko wysłałem wiadomość wyłączyłem telefon, chciałem odpocząć. Po ciepłym prysznicu położyłem się spać, jednak sen miałem niespokojny. Obudziłem się wyjątkowo wcześnie bo już o piątej rano, chociaż chciałem nie potrafiłem ponownie zasnąć. Uświadomiłem sobie, że znowu niczego nie zrobiłem, więc gdy tylko się ubrałem i jakoś ogarnąłem, zabrałem się za zdania domowe. Potem posprzątałem swój pokój, żebym nie musiał wracać do rozgardiaszu. Zrobiłem już wszystko co mogłem, a mimo to zostało mi jeszcze mnóstwo czasu. Coś w mojej głowie chciało, żebym pojechał metrem do domu Kai. Czułem, że po prostu chce się tam znaleźć, chociaż nie miało to większego sensu. Ubrałem się do wyjścia, byłem już gotów otwierać drzwi kiedy mój pies zaczął radośnie szczekać na mój widok. Skakał, po czym kręcił się dookoła mnie. Zajęło mi trochę czasu zanim go uciszyłem i wygłaskałem na tyle by był z tego zadowolony. Półgodziny później stałem już pod domem Jongina obserwując budynek. Nie wiedziałem co tutaj robię. Usłyszałem, że ktoś wychodzi a to przywróciło mi trzeźwe myślenie. Ruszyłem w stronę szkoły mając dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwował.

Otworzyłem swoją szafkę chowając do niej ubrania kiedy ktoś szarpnął mnie za ramię. Odwróciłem się gwałtownie w stronę tej osoby. Luhan musiał mieć paskudny humor bo jego oczy były strasznie ciemne, a na twarzy malował się grymas niezadowolenia. Byłem zaniepokojony i wystraszony jego postawą i wyglądem.

- Co ty sobie wyobrażasz, że możesz tak długo nie odpisywać?!  Całą noc nie spałem martwiąc się czy Jongin nie zrobił ci jakiejś krzywdy! Przyszedłem po ciebie rano! Tylko, że mogłem sobie pocałować klamkę! Jak możesz mnie tak ignorować?!

Zauważyłem, że obok blondyna stoi Suho, który jak na razie tylko przyglądał się tej „rozmowie”.

 -Przepraszam, przykro mi - powiedziałem ze spuszczoną głową.

Od Luhana-hyunga nadal buchała złość, za to odezwał się drugi chłopak:

 -Kyungsoo, co się stało? Nie najlepiej wyglądasz…

- Nic - opowiedziałem cicho
.
- Skoro tak to widzę, że nasza przyjaźń w ogóle się dla ciebie nie liczy! Myślałem, że jesteś inny, ale najwidoczniej się myliłem - powiedział Luhan tonem pełnym goryczy i rozczarowania. 

- H-hung, to nie tak… Proszę…

Starszy chłopak tylko odwrócił się na pięcie i wyszedł z szatni szybkim krokiem. Suho też skierował się do wyjścia, jednak  zanim zniknął odwrócił się jeszcze do mnie: 

- Jeżeli będziesz potrzebował porozmawiać, to wiesz gdzie mnie znaleźć - uśmiechnął się do mnie smutno po czym wyszedł za chińczykiem. 

Poczułem, że ogarnia mnie potworny smutek. Tutaj miałem tylko ich, a teraz mogłem to wszystko stracić. Byłem na siebie potwornie zły, że to wszystko tak się potoczyło. W pomieszczeniu zrobiło się pusto. Ktoś wyszedł zza rzędu szafek i podszedł do mnie raźnym krokiem. ~Jakbym miał mało problemów~ pomyślałem gdy spojrzałem na wyższego ode mnie chłopaka w charakterystycznej bandance na czole. Rzucił się ku mnie tym samym wrzucając mnie na szafki: 

- Ładnie to tak kogoś śledzić? Wiesz, że za takie coś idzie się do pudła? Nie patrz tak na mnie, widziałem cię dzisiaj rano pod moim domem! Czy ty sobie żarty ze mnie stroisz gówniarzu? Mówiłem ci już, że masz się trzyma z daleka ode mnie i mojego życia. Jak widać nie dotarło! Czy ty jesteś aż tak głupi, czy tylko mi się wydaje? – kiedy mówił był bardzo zdenerwowany, ale chyba nie miał znów tak wielkiej ochoty się na mnie wyżywać - Jak tak dalej pójdzie to naprawdę się policzymy! Obiecuję, następnym razem porządnie cię zleje! Daje ci ostatnią, ale to naprawdę ostania szansę, rozumiesz? OSTATNIĄ! Mam ci to przeliterować kujonku? Dobra to tyle, nie mam dzisiaj do ciebie nerwów - i wyszedł. 

Osunąłem się po śliskiej powierzchni szafek na podłogę. Czułem, że gorzej już być nie mogło. Szczerze, to wolałem już dostać od niego po twarzy niż słuchać co mówi. Podciągnąłem pod siebie kolana po czym objąłem je rękami. Jeszcze nigdy nie czułem się tak bezsilny i samotny… 
~

Przepraszam najmocniej za te dziwne zmiany czcionek, nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje :<
Jeszcze raz za wszystko bardzo wam dziękuję i zapraszam do oddawania głosów w ankiecie ^^ 

Do zobaczenia,
Bandur ;3 





środa, 21 sierpnia 2013

Kaisoo- Sorry, I'm a Bad Boy! * Chapter II

Witajcie~
Po raz kolejny zostawiłam was na tak długo. Od opublikowania pierwszego rozdziału minęło już trochę więcej niż miesiąc, ale wiecie jak to ze mną jest. Wena nie drużba, niczego się w wakacje nie chce. W końcu jednak złapałam wiatr w żagle, wzięłam się za pisanie i tak oto udało mi się napisać ten fik. Po wielu trudach, westchnieniach z niezadowolenia, poprawiania i litrach wypitego soku mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Nie obeszło się jednak bez pomocy Dooors, której bardzo dziękuję za pomoc <3
Było mi niezmiernie miło widząc wasze komentarze, więc i tym razem o nie proszę. Przynajmniej 5 i zabieram się za III rozdział~ Mam nadzieję, że teraz też spiszecie się na medal <3
Życzę wam miłego czytania~ ^^

                             

~D.O
„ Jadę jutro tam, gdzie znajdę mężczyznę nieodznaczającego się ani dobrymi manierami, ani rozsądkiem - jednym słowem, niczym co by mu mogło zjednać sympatię”

 Długo zastanawiałem się nad odpowiedzią. W końcu jednak odpisałem cytatem z tej samej książki. Zawierał dokładnie wszystko to co mnie dręczyło. Zmęczony opadłem na łóżko i przymknąłem oczy. Byłem przytłoczony tymi wszystkim mocnymi wrażeniami. Za dużo tego było jak na jeden dzień. Na dodatek nie mogłem wyrzucić z głowy Jongin’a, który zadomowił się tam zaraz po pierwszej lekcji. Czegokolwiek nie robiłem to ciągle wracałem myślami do dzisiejszego dnia. Naprawdę nie dawało mi to spokoju. Wyczerpany szybko zasnąłem i pozwoliłem aby zamęt w moim umyśle w końcu się rozproszył.
Budzik zadzwonił punktualnie o siódmej rano wyrywając mnie z krainy sennych marzeń. Chwilę później odezwała się moja komórka -dostałem sms. Miałem cichą nadzieję, że to może ten ktoś z wczoraj jednak wiadomość była od Luhana. Ucieszyłem się, że do mnie napisał bo jak na razie tylko z nim i z Suho się kumplowałem. Cóż przyjaźnią jeszcze nazwać tego nie można, ale warto mieć przy sobie kogoś z kim można porozmawiać. Wziąłem telefon do ręki i kliknąłem „otwórz”

Od: Luhan-hyung

Hej Kyungsoo~
Na którą masz do szkoły?
Może poszlibyśmy  razem?

Na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. Nie będę musiał iść sam, więc nawet jeżeli po drodze spotkam Kai i resztę, to nie będę się musiał niczego obawiać. Szybko mu odpisałem.

Do: Luhan-hyung
Lekcje mam od 8;15,
Byłoby super, ale przecież nie wiesz gdzie mieszkam :C

Chwilę później dostałem kolejną wiadomość.

Od: Luhan-hyung

Tym nie musisz się martwić, adres dostałem od Suho.
W takim razie wpadnę po ciebie o 8.
Xoxo

Komórka wylądowała gdzieś na pościeli. Zamknąłem jeszcze na chwilę oczy, żeby do końca się obudzić. Tak dobrze mi się spało, że nie bardzo miałem ochotę wychodzić z łóżka. Po kolejnych kilku minutach wygrzebałem się w końcu z pod kołdry. Podszedłem do okna i otworzyłem je na oścież. Rześkie, zimowe powietrze wpadło do pokoju działając na mnie naprawdę pobudzająco. Oddychałem głęboko rozkoszując się przyjemnym chłodem. Kiedy jednak poczułem, ze jest mi za zimno zamknąłem  okno. Rodziców już nie było w domu, więc śniadanie musiałem zjeść sam. Zrobiłem sobie kilka tostów z dżemem i kubek kakao. Rozkoszowałem się słodkim smakiem posiłku. Kolejnych kilka minut pochłonęły przygotowania w łazience. Musiałem też spakować się do szkoły, bo nie zrobiłem tego wieczorem. Czas mijał bardzo szybko i zanim się obejrzałem była już ósma. Niecierpliwie czekałem na przyjście Luhan. Kręciłem się po mieszkaniu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W końcu ktoś zadzwonił do drzwi. Podbiegłem do nich prawie przewracając się pod koniec. Otworzyłem je lekko, żeby zimno nie rozgościło się w środku. Na progu stał mój hyung ubrany w kolorową zimową kurtkę. Miał też długi szalik, parę wyglądających na ciepłe rękawiczek i puchate nauszniki. Nie chcąc dłużej trzymać go na tym zimnie odezwałem się pierwszy:

-Hej Hyung! Chodź ,wejdź, bo ja jeszcze musze się ubrać - gestem ręki zaprosiłem go do środka.

-Hej Kyungsoo - mówiąc to uroczo się uśmiechnął -wszedł i zamknął za sobą drzwi.

Czym prędzej zacząłem wkładać swoją kurtkę, wiązać buty i okręcać szalki wokół szyi. Luhan zaśmiał się cicho.

-Nie musisz się aż tak śpieszyć, spokojnie – powiedział.

Odetchnąłem z ulgą. W końcu byłem już gotowy do wyjścia, Luhan-hyung wyszedł pierwszy, a ja zaraz za nim. Zamknąłem jeszcze drzwi wejściowe , klucze włożyłem do kieszeni. Szliśmy powoli ośnieżonym chodnikiem rozmawiając żywo o różnych rzeczach. Pomyślałem, że ten poranek naprawdę nie może być już lepszy. Kiedy jednak doszliśmy do muru, który odgradzał niewielki park od ulicy, zobaczyłem jak bardzo się myliłem. Oboje zwolniliśmy kroku. W rządku, oparci plecami o ścianę z czerwonych cegiełek stała szkolna paczka Bad Boy’ów. Wszyscy zaciągali się właśnie dymem papierosowym po czym wypuszczali go z płuc pozostawiając charakterystyczny dymek. Byliśmy już naprawdę  blisko nich. W duchu po cichu liczyłem, że może po prostu nas zignorują i pozwolą bez problemu przejść dalej. Nadzieja jednak zgasła kiedy usłyszałem głos jednego z nich. Luhan obrócił się w stronę chłopaka o szarych włosach, nie miałem pojęcia jak się nazywał, ale rozpoznałem w nim jednego z tych, którzy wczoraj urządzili mi małe powitanie podczas lunchu.

-No proszę, proszę dwa kujonki idą sobie razem do szkoły, jak uroczo. Luhan, czemu nie potrzymasz nowego za rączkę, co? Jak już go przygarnąłeś to warto się nim zająć - ostatnie słowo wypowiedział w dość dziwny sposób, nie bardzo wiedziałem o co mu chodziło

-Rany Sehun… Aż mi żal jak widzę tę zazdrość w twoich oczach. Masz tutaj tylu do wyboru, korzystaj póki czas! - Zatkało mnie. Nie przypuszczałem, że Luhan-hyung mu odpowie i to jeszcze w taki sposób.
-Widzę, że dawno nikt ci nie dołożył... -widziałem jak wyrywał się do ataku jednak powstrzymał go wysoki chłopak o poważnym wyrazie twarzy.

-Daj spokój Sehun, zawieszą cię za to. Odpuść, to nie jest tego warte.

Poczułem jak Luhan-hyung lekko mnie popchnął co znaczyło, że czas się zbierać. Byliśmy już kilka metrów od nich. Moja ciekawość zwyciężyła i obróciłem głowę do tyłu chcąc spojrzeć na Kai. Wiedziałem, że podczas rozmowy ciągle na mnie zerkał jakby był jakimś eksponatem w muzeum. Jednak kiedy w końcu mój wzrok napotkał jego twarz, ten szybko się odwrócił i zaciągnął papierosem. W mózgu po raz kolejny zebrał się natłok myśli. Dlaczego on to robi? Czemu jest taki? Co nim kieruje? Każde z tych pytań nurtowało mnie bardziej od poprzedniego. Mimo, że nie darzyłem go choćby krztą sympatii, to nie potrafiłem przestać o nim myśleć. Szliśmy dalej teraz jednak w ciszy, aż w pewnym momencie odezwał się Luhan, a jego głos był pełen beztroski.

-Ah, Sehun to dupek… seksowny dupek…

Z wrażenia aż zastygłem w miejscu. Co on powiedział? Że Sehun to przystojny dupek? Ale przecież przed chwilą… Nabrałem wrażenia, że po prostu się przesłyszałem. Blondyn podszedł do mnie i położył mi dłoń na ramieniu. Wzdrygnąłem się.

-Kyungsoo? Wszystko w porządku?

-H-hyung? Dlaczego powiedziałeś, że z Sehun’a jest seksowny dupek?- zapytałem bez zastanowienia.
Starszy chłopak zaśmiał się pod nosem po czym spojrzał mi prosto w oczy. Zagryzł nerwowo dolną wargę. Widziałem, że bije się z myślami bo chyba chce mi o czymś powiedzieć.

-Bo wiesz Kyungsoo… Skoro to usłyszałeś i widziałeś tą akcję przy wejściu do parku, to powinienem ci powiedzieć, jeżeli mamy się dalej przyjaźnić.  Wole chłopców, po prostu.

Cofnąłem się o krok nie bardzo wiedząc co począć.

- T-to znaczy, że jesteś gejem?

-Ale nie musisz się mnie bać… Proszę, Kyungsoo. Poza tym, ja już mam chłopaka, więc żadna krzywda ci się przy mnie nie stanie -uśmiechnął się do mnie przyjaźnie - Powiedziałem ci, bo chce być z tobą szczery. Wiem, że to może trochę za wcześnie na takie wyznania po niecałym dniu znajomości, ale nie chciałem, żebyś potem czuł się oszukany.

Próbowałem sobie to jakoś wszystko poukładać, przyswoić. Nie wiedziałem do końca co o tym myśleć, jednak strach przed moim hyungiem byłby raczej nie na miejscu. No bo przecież nie zaciągnie mnie w jakiś  ciemny zaułek i nie zrobi tego, co mu się będzie podobało, prawda? Uznałem, że skoro Suho bez żadnych problemów się z nim przyjaźni to naprawdę nie mam się czego obawiać. Odwzajemniłem uśmiech, którym wcześniej obdarzył mnie Luhan. Szliśmy dalej przed siebie kontynuując poprzednią rozmowę. Kiedy byliśmy już niedaleko szkoły usłyszałem jak ktoś za nami biegnie. W pierwszej chwili pomyślałem, że to może Sehun z zamiarem pokazania mojemu blond towarzyszowi kto tutaj rządzi, ale kiedy się odwróciłem zobaczyłem zziajanego Suho. Miał zarumienione policzki i szybko oddychał. Byłem ciekaw jak długo biegł bo naprawdę wyglądał na zmęczonego. Przystanęliśmy, żeby na niego poczekać i nie zmuszać go do ponownego biegu. Schylił się i oparł dłonie o kolana, chwilę mu zajęło zanim doszedł do siebie. Teraz szliśmy już we trzech a, że mieliśmy jeszcze trochę czasu opowiedzieliśmy mu co stało się kilkanaście minut wcześniej. Kim przyjął wszystko do wiadomości, ale nie odpowiedział więc najwidoczniej postanowił pozostawić komentarz dla siebie. Wkrótce dotarliśmy do szkolnego budynku na kilka minut przed dzwonkiem.

Dni mijały coraz szybciej, wkrótce miał skończyć się styczeń. Muszę przyznać, że jeszcze nigdy wcześniej tak szybko się nie zaaklimatyzowałem. Praktycznie nie było dnia w, którym któryś z nauczycieli by mnie nie pochwalił. Każdy namawiał mnie na udział w kółkach zainteresowań, które odbywały się po lekcjach. Ostatecznie zdecydowałem się na dwa, bo chociaż naprawdę lubiłem się uczyć to chciałem mieć chwilę tylko dla siebie. Czułem się naprawdę szczęśliwy a dobry humor nie opuszczał mi nawet wtedy, gdy Kai próbował rozdrażnić mnie swoimi zaczepkami. Był taki okres kiedy ten typek w ogóle nie pokazywał się w szkole, a jego puste miejsce na niektórych zajęciach zajmował Suho. Kiedy w końcu przyszedł wredny uśmieszek nie gościł już na jego ustach,  miał podbite oko i kilka zadrapań na twarzy. Zacząłem się zastanawiać co było przyczyną tego, że opuścił półtorej tygodnia w szkole. Jego wygląd wcale nie sprawiał, że byłem mniej zainteresowany tym co też mogło się z nim dziać. Odrzuciłem kłótnie ze swoimi bad boyami, bo jak na mój gust za bardzo przepadali za swoim towarzystwem żeby obijać sobie nawzajem twarze. Poza tym żaden z nich nie nosił na sobie śladów walki i kilka razy przechodząc obok nich na stołówce słyszałem, jak dyskutują między sobą, o tym gdzie też może być Kai i czemu tak długo się nie pojawia.  Coraz częściej spotykałem się z Luhanem i Suho, którzy teraz byli już dla mnie prawdziwymi przyjaciółmi. W moje urodziny poszliśmy razem do kina a potem na pizzę. Dostałem od nich torebkę przeróżnych pysznych słodyczy. Nie spodziewałem się, że w ogóle dadzą mi cokolwiek bo nie znamy się za długo. Widziałem, że byli trochę speszeni tą sytuacją i próbowali się tłumaczyć brakiem czegoś lepszego na prezent,  ale powiedziałem im, że ich przyjaźń to najlepsze co mogli mi dać na co oboje zareagowali szczerymi uśmiechami. Kiedy jeszcze staliśmy w kolejce po bilety wśród tłumu zobaczyłem Kai. Był ubrany inaczej niż zwykle. Miał na sobie czarne, potargane dżinsy, biała obcisłą koszulkę i skórzaną kurtkę. Oczywiście niezmiennym elementem była zawiązana na czole bandanka. Rzeczą, która najbardziej mnie w tym wszystkim zdziwiła był fakt, że Kim Jongin wydawał kasę na dziewczynę perfidnie przy tym na mnie patrząc. Rzucił mi jeden z tych swoich pogardliwych uśmieszków, a kiedy już zbliżał się do wejścia na salę kinowa obrócił się po raz ostatni w moją stronę po czym on i dziewczyna z którą przyszedł zaczęli się śmiać. Kilka dni później zobaczyłem go w centrum handlowym już w towarzystwie innej laski i wtedy też nie omieszkał kpić sobie ze mnie. Wtedy nie spałem przez całą noc zastanawiając się co chciał mi przez to pokazać czy powiedzieć. To, że spotykałby się z kilkoma dziewczynami na raz wcale by mnie nie zdziwiło. W końcu był Bad Boy’em więc i na froncie miłosnym nie pozostawiał złudzeń na temat swojego stylu bycia.

~Kai
Moje życie od ostatniego czasu nie ma się za dobrze, można by powiedzieć, że już dosłownie od początku roku nic nie idzie po mojej myśli. Najpierw, po ostatnich nocnych wyjściach ojciec zamknął mi jedyne wejście, którym mogłem dostać się do domu. Potem dostałem dodatkowe sześć godzin w knajpie, w której sobie dorabiałem, a na koniec w mojej klasie pojawił się jakże wspaniały kujonek Kyungsoo. Nabawiłem się już przez niego niejednego bólu głowy. Wszystko byłoby  okej, ale oczywiście znając moje szczęście nauczycielka kazała mi się nim „zaopiekować”. Zadanie to zupełnie olałem bo dzieciak i tak doskonale sobie beze mnie poradził. Kiedy Chanyeol i Sehun przygotowali dla niego małe powitanie byłem pewien, że źle się to skończy, a ja jak zawsze oberwę. Udało się jednak uniknąć kłopotów, więc nie miałem zamiaru więcej się nim przejmować bo teraz miał towarzystwo. Przez ostatnie dwa tygodnie nie pokazałem się w szkole nawet na chwilę. Wszystko przez to co wydarzyło się kilka dni po rozpoczęciu nowego semestru… Poszliśmy się wtedy wszyscy trochę zabawić. Siedzieliśmy w opuszczonym budynku popijając piwo i jedząc to co każdy z nas przyniósł. Nie obeszło się też bez palenia, które stanowiło małe przerwy między kolejnymi łykami alkoholu. Było mniej więcej po drugiej kiedy uznaliśmy, że czas się zbierać zanim ktoś wyśle tutaj gliny bo tego definitywnie nie chcieliśmy. Najbardziej trzeźwy pozostał Kris, głównie dlatego, że do picia miał naprawdę mocną głowę. Odstawił nas wszystkich do domu niczym panienki po imprezie, jednak gdyby nie on powpadalibyśmy na większość latarni albo obudzili połowę osiedla. Kiedy w końcu i ja dotarłem do domu zauważyłem, że ktoś jeszcze w tej rezydencji nie śpi. Ostentacyjnie trzasnąłem drzwiami i wparowałem do środka. Jak się później okazało mój ojciec urządził sobie wieczorek ze swoją dwudziestoparoletnią siksą. Zastałem ich kiedy  akurat zaczęli się obściskiwać, więc stary nie był szczególnie zadowolony z tego powodu. Od razu dostrzegł, że jestem już nieźle pijany chociaż on sam nie wyglądał na trzeźwiejszego ode mnie. Krzyczał na mnie dość długo prawiąc kolejne kazanie niczym pastor, ale ja nie miałem zamiaru go słuchać, wiec po prostu poszedłem do mojego pokoju. Nie obeszło się bez rozbicia wazonu stojącego na korytarzu i kilku spotkań trzeciego stopnia ze ścianą. Kiedy tylko moje ciało zetknęło się z pościelą natychmiast zasnąłem. Ranek (no właściwie późne popołudnie) przywitało mnie jakże zachęcającym do pobudki kacem. Ledwo zdążyłem usiąść i zetrzeć w twarzy resztki głębokiego snu a on już stał w drzwiach mojego pokoju. Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia, że tak szybko dojdzie do siebie. Potem były już tylko przekleństwa, wyzwiska i teksty o hańbieniu jakże zacnego nazwiska rodziny. Skończyło się to dla mnie niestety niezbyt korzystnie. To nie był pierwszy raz kiedy ojciec mnie bił i poniżał. Przywykłem już trochę do takiego stanu rzeczy. Nigdy jednak nie pozwalałem mu czerpać mu z tego pełnej satysfakcji.  Za wszelką cenę starałem się choćby raz nie jęknąć z bólu czy zanieść się płaczem. Wtedy bił mnie jeszcze mocniej, ale ja się nie dawałem, zaciskałem zęby aż do krytycznego momentu kiedy nie mogłem już wytrzymać. Gdy wychodził złość wciąż we mnie wrzała. Byłem naprawdę wkurwiony tym wszystkim co się wokół mnie działo. Musiałem się na czymś wyładować. Uderzyłem w ścianę pięścią kilkanaście razy, dopóki nie zaczęła po niej spływać krew. Rozbiłem lampę stojącą w kącie pokoju, zrzuciłem z półek praktycznie wszystko. Usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła. Spostrzegłem, że na podłodze leży roztrzaskana ramka ze zdjęciem. Będę musiał kupić kolejną bo i tą zniszczyłem w ataku wściekłości. Schyliłem się żeby podnieść to co z niej zostało i wyjąć najcenniejszą rzecz na świecie-zdjęcie mojej mamy. Wyglądała na nim tak pięknie, a jej promienny uśmiech obudził we mnie setki wspomnień. Samotna łza zaczęła spływać mi po policzku, jednak szybko ją starłem. Nie będę przecież płakał przez tego skurwiela. Obiecałem to mamie, kiedy jeszcze żyła- że będę jej dużym, dzielnym chłopcem, który nie zapłacze z byle powodu. Zabrałem fotografię i włożyłem ją do szuflady nocnej szafki. Ostatkiem sił podnosiłem się z podłogi żeby położyć się na łóżku, zamknąłem oczy.  Czasami zastanawiałem się dlaczego ojciec nie zleje mnie w piwnicy, tam jeszcze mocniej odczułbym skutek jego poczynań. Najwidoczniej uznał, że wtedy sam bym się z tego nie wylizał, a nie przypuszczałem, że zawiózł by mnie do szpitala. Kiedy w końcu zdołałem się uspokoić to niemal od razu usnąłem. Obudziłem się dopiero w poniedziałek po dziesiątej rano. Widząc, która jest godzina nie miałem już nawet zamiaru wstawać do szkoły a potem zawracać sobie głowę tłumaczeniami. W łazience dostrzegłem jak bardzo ojciec starał się mnie ukarać. Całe moje ciało pokrywały wielkie podłużne sińce, w niektórych miejscach miałem krwiaki w innych długie czerwone pręgi. Byłem cały obolały a każdy krok sprawiał mi większy ból od poprzedniego. Wiedziałem, że tak nie dam rady wyjść gdziekolwiek. O chodzeniu do szkoły czy pracy nie chciałem nawet myśleć. Musiałbym ubrać się w naprawdę bardzo ukrywające ciało ciuchy, a do tego uciekać z zajęć wychowania fizycznego, więc po prostu sobie odpuściłem. Kiedy upewniłem się, że nikogo nie ma zabrałem z łazienki na dole trochę maści, żeby siniaki chociaż odrobinę zbledły. No i w końcu po tych prawie dwóch tygodniach poszedłem do szkoły. Myślałem, że skończy się na kilku pytaniach od chłopaków, ale sprawy potoczyły się zupełnie inaczej niż sobie to wyobrażałem. Pomijając problemy z wejściem do domu moim istnym utrapieniem był wiecznie uradowany życiem Kyungsoo. Widziałem jak ten mały dupek spoglądał na moje podbite oko kiedy wydawało mu się, że nie patrzę. Podczas przerwy na obiad w końcu spotkałem się z Sehunem, Chanyeolem, Tao i Krisem. Koniec końców zostałem sam na sam z Oh, bo reszta miała ponoć coś naprawdę ważnego do załatwienia. Wiedziałem, że tak naprawdę to czysta ściema a zostawili mnie z Sehunem tylko dlatego, że był to mój najbliższy kumpel i jeżeli jemu czegoś nie powiem to pozostali mogą zapomnieć, że czegoś się dowiedzą. Siedzieliśmy tak w ciszy jedząc lunch. W końcu on odezwał się pierwszy i patrzył na mnie w jakiś dziwny sposób. Nie mogłem odgadnąć czy był to smutek czy może coś w rodzaju współczucia.

-Kai? Nie było cię tak długo, bo znowu dostałeś od ojca, prawda?

Przeklinając w duchu siebie samego po prostu gapiłem się w przestrzeń. Moje oczy napotkały uśmiechniętego Kyungsoo, który żywo rozmawiał ze swoimi nowymi przyjaciółmi. Chłopak o szarych włosach, który siedział obok mnie westchnął tylko cicho. Po kolejnych dziesięciu minutach nie mogłem już znieść jego spojrzeń, więc odpowiedziałem, że tak, że to przez ojca.

-Nie powinieneś tak tego zostawiać – kontynuował.

-A niby co ja mam zrobić? Zadzwonić na policje? I tak mi nikt nie uwierzy. Przecież wiesz, że mój ojciec jest zbyt szanowanym biznesmenem i zaraz by sie z tego wykręcił.

-  Ale..

- Daj spokój… - to załatwiło sprawę, ale wiedziałem, że nie na długo. Znałem Sehuna zbyt dobrze i wiedziałem, że tak łatwo się nie podda i będzie chciał mi pomóc.

 Reszta dnia wcale nie była lepsza od jego początku… Zostałem wezwany do jakże kochanej i troskliwej Pani Huan, która pełnym przejęcia i wyrzutu głosem mówiła o tym jak niskie są moje oceny, o tym jak to długą przerwę sobie zrobiłem no i standardowo chciała wzbudzić we mnie poczucie winy mówiąc, że ona doskonale zna moją sytuację a szkoła jest mi tak przychylna, i że już dawno powinienem wziąć się w garść. Wyłączyłem się w połowie, bo naprawdę nie miałem ochoty słuchać jej biadoleń. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mnie zająć. I właśnie wtedy spojrzałem na drzwi, które choć uchylone zdradziły mi kto za nimi stoi…

~D.O
Było już kilka minut po szesnastej kiedy szedłem opuszczonym korytarzem do wyjścia. Wszędzie było niesamowicie cicho i spokojnie, puste klasy jeszcze godzinę temu tętniły życiem. Do domu niestety musiałem dzisiaj wracać sam bo Suho musiał jeszcze odwiedzić sklep w którym pracowali jego rodzice. Poruszałem się powoli bo w końcu i tak nigdzie mi się nie śpieszyło. Zszedłem po schodach na pierwsze piętro i zobaczyłem uchylone drzwi. W pomieszczeniu paliło się światło i byłem w stu procentach pewien, że toczy się tam rozmowa. Nie mogąc powstrzymać swojej ciekawskiej natury podszedłem bliżej aby zobaczyć co dzieje się w środku. Pani Huan siedziała na krześle z nogą założoną na nogę a jej wzrok był równocześni groźny jak i pełen zawodu. Rozmawiała z uczniem, który stał bokiem. Przyglądałem się im już dłuższą chwilę. Chłopak lekko odwrócił głowę i zaczął wodzić wzrokiem po pomieszczeniu. Chciałem się cofnąć, odejść od drzwi i udawać , że nic się nie stało, ale było już za późno…Zauważył mnie, a co najgorsze tą osobą był nie kto inny jak Jongin. Wzdrygnąłem się , jego oczy płonęły nienawiścią. Wtedy usłyszałem głos nauczycielki:
-Jongin? Czy ty mnie w ogóle słuchasz?- w tej samej chwili spojrzała na mnie, poczułem, że żołądek podchodzi mi do gardła. Teraz już nie było szansy odwrotu, ani czasu na wyjaśnienia.

-Ooo Kyungsoo, skoro już tu jesteś to może wejdziesz do środka?

Poczułem się naprawdę niepewnie. Czułem na sobie przeszywające spojrzenie obojga. Nogi miałem jak z waty i drżąc lekko ze zdenerwowania zbliżyłem się do biurka. Poczułem się trochę jak pierwszego dnia w szkole. Nie wiedziałem jednak co o tym wszystkim myśleć. Miałem nadzieję, że nie wiedzieli wcześniej o mojej obecności. Bałem się, że będę miał przez to kłopoty. Po chwili pani Huan odezwała się ponownie:

-To w sumie bardzo dobrze się składa, że tędy przechodziłeś - powiedziała łagodnie - Jongin, skoro sam nie masz zamiaru przyłożyć się do nauki i ponownie chcesz zostać w pierwszej klasie to przydzielę ci kogoś do pomocy. Kyungsoo jesteś świetnym uczniem i nie masz problemów z nauką więc bardzo cię proszę, abyś zajął się tym delikwentem, żeby zdał chociaż z najniższą dopuszczalną średnią. Mogę na ciebie liczyć, prawda?

Poczułem się w tym momencie naprawdę głupio. Co mnie podkusiło, żeby tutaj zaglądać? Teraz Kai znienawidzi mnie jeszcze bardziej, a już od początku pokazał mi, że nie ma zamiaru być dla mnie miły. Wyraźnie dawał mi do zrozumienia, że nie życzy sobie mojego udziału w jego życiu. Ja sam też się do tego nie paliłem, bo przecież nikomu nie sprawia przyjemności przebywanie z kimś kogo się nie lubi. Nie miałem jednak wyjścia i musiałem się na to zgodzić. Nauczycielka była zadowolona, za to Jongin gdyby mógł już teraz by mnie udusił. Nie wiedziałem czy to możliwe ale w tym momencie spojrzał na mnie tak, że wstrzymałem oddech. To była czysta rządza mordu. Miałem się z nim spotykać w każdy wtorek i czwartek po lekcjach bo wtedy nie miałem żadnych zajęć. Zagroziła Kaiowi, że jeżeli nie będzie pojawiał się na swoich „korepetycjach” zostanie wyrzucony ze szkoły. Kiedy tylko pani Huan skończyła mówić, Jongin emanując złością wyszedł z klasy. Tak wściekłego jeszcze go nie widziałem. Szybko ukłoniłem się nauczycielce i wybiegłem na korytarz. Zacząłem wołać, żeby zapytać go czy na pewno przyjdzie i, że oboje nie mamy wyboru. Jednak na nic to się zdało bo chwili zwątpiłem w to, że w ogóle mi odpowie. Szedł tak szybko, że teraz praktycznie biegłem aby go dogonić. Gdy byłem już blisko on odwrócił się tak gwałtownie, że mało brakowało a wpadł bym na niego. Odezwał się praktycznie krzycząc:

-Słuchaj, naprawdę nie wiem ile usłyszałeś z tej rozmowy, ale od kiedy tylko się tutaj pojawiłeś mam przez ciebie same problemy! Ciągle wpieprzasz się w moje życie! Gdybym tylko mógł olałbym to tak jak oprowadzenie cię po szkole, ale tym razem nie dam rady się tak łatwo z tego wyplatać. No ale co ciebie to obchodzi?! Biegasz sobie wesoło po całej szkole razem z tym gejem Luhanem i kujonem Suho. Ale wy to macie dobrze, co? Wiecznie was chwalą, mówią jakie to z was są wspaniałe dzieci! Twoje życie jest przecież takie przyjemne, ty niczym nie musisz się martwić. Taki kujon jak ty nigdy nie dostanie ochrzanu, może robić co mu się podoba, podsłuchiwać cudze rozmowy a i tak ujdzie mu to na sucho! Ty nigdy nie dowiesz się jak to jest mieć jakiś problem albo ciągle za coś dostawać! Ciebie wszyscy tylko by głaskali po główce i powtarzali jaki cudowny z ciebie aniołek!  Jesteś wielbiony jak jakaś pieprzona księżniczka! Kyungsoo to, Kyungsoo tamto, już mi się chce rzygać gdy tylko usłyszę twoje imię! A pomyślałeś ty kiedyś o tym, że jak ktoś prosi żeby dać mu spokój to wystarczy nie stwarzać powodów, żeby ten spokój zakłócić? Oczywiście nie, bo obchodzi cię tylko twój mały uroczy świat i czubek własnego nosa! Od tej chwili, jeżeli jeszcze raz staniesz mi na drodze, to obiecuję, że cię załatwię. Tylko, że mnie nikt nie będzie powstrzymywał jak Sehuna, więc lepiej sobie uważaj! Zapamiętaj to co ci powiedziałem!
Chciałem się jakoś wytłumaczyć, powiedzieć ,że to wszystko nie tak. Nie dał mi jednak szansy bo obrzucił mnie tak morderczym spojrzeniem, że już nie byłem w stanie wydobyć z siebie choćby jednego słowa. Poszedł w stronę drugiego wyjścia uderzając mnie swoim barkiem w mój własny.

Ciągle wpieprzasz się w moje życie!

Obróciłem się i poczułem, że mam ochotę płakać. Przecież wszystkie te oskarżenia nie są prawdziwe, a ja naprawdę nie chcę mieć z nim tych zajęć… Nie starałem się wchodzić mu w drogę, a wszystko to było tylko zrządzeniem losu, kwestia przypadku. Jongin jednak uważał, że najwidoczniej nie mam nic lepszego do roboty jak niszczenie mu życia. Wyszedłem ze szkoły a po drodze mój stopień zamyślenia osiągnął szczytowy wynik i prawie wpadłbym pod samochód.

Taki kujon jak ty nigdy nie dostanie ochrzanu, może robić co mu się podoba, podsłuchiwać cudze rozmowy a i tak ujdzie mu to na sucho!

Mogę przyznać się do tego, że podsłuchiwałem, bo było to prawdą. Nigdy nie zostałem upomniany głównie ze względu na to, że nie odzywam się nie pytany, staram się nikomu nie przeszkadzać. To nie prawda, że robię to co mi się żywnie podoba. Robię wszystko co w mojej mocy, żeby nikt nie powiedział o mnie złego słowa. Kai jednak żywił do mnie ogromną nienawiść po prostu ze względu na to, że istnieję. Humor miałem tak ponury jak jeszcze nigdy dotąd, i nie mogłem wyrzucić z myśli jego słów.

Jesteś wielbiony jak jakaś pieprzona księżniczka!

Dlaczego on mi to powiedział?  Przecież ja wcale nie starałem się być w centrum uwagi i od nikogo nie wymagałem, żeby oddawał mi hołdy. Chciałem być normalny jak każdy inny uczeń w tej szkole. Jak się jednak okazuje, według niego wcale mi się to nie udaje…
Wziąłem bardzo długi prysznic. Potem powlokłem się do pokoju niczym zombie i od razu położyłem się do łózka, usiłując zapomnieć o tym nieprzyjemnym zdarzeniu, niestety ze znikomym skutkiem.

 Oczywiście nie, bo obchodzi cię tylko twój mały uroczy świat i czubek własnego nosa!

Przecież nie miałem zamiaru sprawiać mu problemu. Nie miałem pojęcia, że to właśnie on stoi w tej klasie, że do niego mówi nauczycielka. Teraz jeszcze bardziej nie rozumiałem co chciał przez to powiedzieć. Przecież sam chciał, żebym go ignorował, a teraz sprawia wrażenie jak gdyby czegoś ode mnie chciał.
Poczułem, że powieki robią mi się coraz cięższe. Zasnąłem po godzinie rozmyślań, jeszcze nigdy nie czułem się aż tak zmęczony…

Następnego dnia obudziłem się dużo wcześniej niż zwykle, za oknem było wyjątkowo ciemno. Może dalej spałbym sobie spokojnie, ale przez całą noc dręczyły mnie nieprzyjemne sny z Kaiem w roli głównej. Zapaliłem nocną lampkę i spojrzałem na budzik - czwarta piętnaście. Czułem, że już nie zasnę bo byłem zbyt rozbudzony. Uświadomiłem sobie, że wczoraj niczego nie zrobiłem, więc skoro i tak nie spałem postanowiłem zrobić to teraz. Nagle poczułem, że burczy mi w brzuchu, przydałoby się zjeść śniadanie. Kiedy uporałem się już ze wszystkim co miałem zrobić wczoraj usiadłem w fotelu w salonie. Spojrzałem na zegar - do wyjścia zostało mi już naprawdę niewiele czasu. Kolejne minuty mijały mi w kompletnej ciszy. Wiedziałem, że muszę się czymś zająć, więc zacząłem bawić się telefonem. Wtedy coś we mnie drgnęło. Dlaczego jeszcze nie dostałem sms’a? Od pierwszego dnia szkoły codziennie dostawałem wiadomość z innym cytatem. Za każdym razem dokładnie o tej samej godzinie, więc byłem zdziwiony, że jeszcze nie otrzymałem kolejnego. Kiedy było już za dwadzieścia ósma sam postanowiłem napisać do tajemniczej osoby. Tak jak za pierwszym razem wybrałem fragment, który oddawał moje uczucia:

„…Niena­widziłem po­ranków. Przy­pomi­nały mi, że noc ma swój ko­niec i trze­ba zno­wu radzić so­bie z myślami…”

Ciekawe co przyniesie mi dzisiejszy dzień…

~
Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał ^^ Liczę na wasze opinie w komentarzach ;)
Bandur ;3  

piątek, 12 lipca 2013

Kaisoo- Sorry, I'm a Bad Boy! * Chapter I

Witajcie Kochani ^ ^
Cóż zanim zaczniemy mam dla was krótkie ogłoszenia parafialne:
Po pierwsze przepraszam za moją prawie miesięczną nieobecność, ale wiece jak to już ze mną jest. Tym razem jednak z pomocą Dooors powstał drugi Long Fik. Na razie nie jestem wam w stanie powiedzieć ile będzie miał rozdziałów, ale na pewno szybko się z nim nie pożegnamy ;)
Po drugie zauważyłam, że blog obserwuje już 16 osób i trochę mi przykro, że tak niewiele z was komentuje opublikowane fiki. Nie ukrywam, że komentarze dają siłę i motywację do pisania, ale też pokazują czy coś wam się podoba. Dzisiaj oddaję wam pierwszy chapter Kaisoo, więc bardzo proszę o opinie w komentarzach. Chcę po prostu zobaczyć czy wam się podoba. Liczę na przynajmniej 5 komentarzy, bo inaczej nie wiem czy będzie sens pisać dalej skoro nawet nie wiem czy czytacie. Okej dosyć już gadania, zacznijmy zanim wszyscy zaśniecie ^^;;



D.O POV

Przeprowadzka - dla jednych synonim rozpoczęcia nowego życia, dobrego startu czy pożegnania się z przeszłością. Dla drugich - konieczność, coś nie zawsze wiążącego się z dobrymi emocjami, przymus. Zmiana miejsca zamieszkania zazwyczaj ma pomóc w znalezieniu pracy, zawiązania nowych znajomości albo po prostu zmiany otoczenia na lepsze. Zazwyczaj jednak musimy powiedzieć „do widzenia!” starymi znajomym , ulubionym miejscom, a może nawet pewnym przyzwyczajeniom.

Był chłodny zimowy dzień, słońce leniwie wznosiło się ponad horyzont. Jeszcze kilka tygodni temu wszystko było takie zwyczajne, a teraz pojawiło się nowe i nieznane. W grudniu rodzice kupili dom w innym mieście i postanowili go wyremontować, a stare mieszkanie w bloku, na czwartym piętrze sprzedać. Muszę przyznać, że nowy dom znajduje się w bardzo ładnej okolicy, gdzie ludzie są dla siebie życzliwi, a wszystko jest, jak to mówią „pod nosem”. Sklep, kino, park czy szkoła. Wreszcie nie będę musiał wstawać tak wcześnie rano i jechać przez dwadzieścia minut zatłoczonym miejskim autobusem. Przed świętami wszystkie rzeczy przenieśliśmy do nowego miejsca, jednak przed wprowadzeniem się tam zamieszkaliśmy u babci, gdzie spędziliśmy wspólnie świąteczny czas. Jeszcze przed sylwestrem dom był skończony, urządzony i gotowy do wprowadzenia się. Nie był duży ale jak na mój gust dla trzech osób wystarczał idealnie. Miał nawet dodatkowa sypialnię dla gości. Z okna mojego pokoju roztaczał się wspaniały widok na ogród i okolicę. Od drugiego semestru miałem chodzić do nowego liceum. Byłem jednak pełen optymizmu chociaż jak każdy trochę się denerwowałem. Jeszcze wczoraj wieczorem sprawdziłem czy na pewno wszystko przygotowałem i czy mój mundurek jest wyprasowany. Te w tutejszej szkole naprawdę mi się podobały - były ciemnoniebieskie, wykończone czarną lamówką. Do tego czerwony krawat w granatowe paski. Oczywiście standardowo biała koszula i czarne spodnie. Odebrałem go już kilka dni temu w szkolnym sekretariacie. Pomimo tłoczących się we mnie emocji szybko zasnąłem.

Teraz stałem na środku klasy obok nowego wychowawcy, a właściwie wychowawczyni - Pani Huan. Okazała się być szczupłą, elegancką i bardzo miłą kobietą w wieku około czterdziestu lat. W mojej klasie było dwadzieścia pięć, a teraz razem ze mną dwadzieścia sześć osób. Przywitałem się ze wszystkimi, na co oni odpowiedzieli wesołym „Witaj Kyungsoo” co bardzo mnie ucieszyło, bo trochę się bałem, że nikt mnie nie polubi. Zająłem miejsce w przedostatniej ławce w środkowym rzędzie, bo tylko tam było wolne. Siedziałem sam, ale jak się okazało miałem współlokatora, który jednak się spóźnił. Pojawił się jakieś dziesięć minut po dzwonku, co jednak nikogo nie zdziwiło - najwidoczniej było to standardowe. Nie przywitał się z nauczycielką, zachowywał się tak jakby jej nie było. Usiadł obok mnie. Chłopak był wyższy niż ja, miał ciemną karnację, ciemno brązowe oczy o przejmującym wręcz paraliżującym spojrzeniu, nieduży nos i pełne wargi. Jego strój nie był w stanie idealnym - nosił rozpiętą marynarkę, górny guzik koszuli był rozpięty no i brakowało krawatu. Rzeczą, która jeszcze bardziej mnie zaintrygowała była bandanka przewiązana na czole i jego fryzura, włosy miał splecione w warkoczyki. Nigdy nie wiedziałem kogoś takiego. Nabrałem jednak podejrzeń, że przysparza problemów bo jego wygląd sprawiał wrażenie buntowniczego. Spojrzałem na niego i nieśmiało się uśmiechnąłem na co on w ogóle nie zareagował. Odpuściłem sobie, cóż najwidoczniej nie jest zainteresowany nowym lokatorem w ławce. Wkrótce zaczęła się lekcja biologii, jedna z moich ulubionych. Okazało się, że tematy, które są w tym książkach w mojej starej szkole już zostały przerobione więc chętnie zgłaszałem się odpowiadając na zadane pytania. Robiła to też jeszcze wyglądająca naprawdę przyjaźnie dziewczyna, jak i kilka innych osób. Słyszałem jak niektórzy szepczą na mój temat miedzy sobą - „wow niezły jest!”, „chciałbym być tak dobry jak on” i tym podobne. Tylko „buntownik” zajmujący miejsce obok miał skrzywioną minę. Wyglądał jakby był zniesmaczony. Do tego cały czas zerkał na mnie z ukosa, co nie było komfortowe. Słyszałem jak pod nosem powiedział „kujon” i prychnął z pogardą. Straciłem wszelkie nadzieje, że kiedykolwiek uda mi się z nim pogadać. Ciągle mnie ignorował a na dodatek przez cały czas trwania zajęć słuchał muzyki. Nie odważyłem się jednak zwrócić mu uwagi. Szczerze mówiąc trochę mnie zainteresował. Usłyszałem, że ktoś mnie cicho woła, wiec obróciłem się w stronę dobiegającego głosu. Okazało się, że był to chłopak siedzący po mojej lewej stronie pod oknem. Pomachał mi, rozpoznałem w nim mojego nowego sąsiada - Suho. Posłałem mu przyjacielski uśmiech. Trochę nie dowierzałem, że on tutaj jest ale podniosło mnie to na duchu. Kiedy nauczycielka skończyła pytać, pogratulowała mi i powiedziała, że jest pod wrażeniem moich umiejętności. Ja tylko grzecznie jej podziękowałem i poczułem się lekko zażenowany. Lekcja dobiegła końca. Zacząłem pakować swoje rzeczy, tak jak reszta klasy. Kilkoro uczniów podeszło do mnie życząc miłego pobytu w szkole, jak i mówiąc, ze miło jest mieć nowego kumpla w klasie. Chłopak dzielący ze mną ławkę był już jedna nogą za drzwiami, kiedy odezwała się pani Huan:
- Jongin, zostań na chwilę
- Po co?- zapytał w lekceważący sposób, co mi się nie spodobało
- Chcę z tobą porozmawiać.
On tylko westchnął, zawrócił i chwilę później pojawił się przy jej biurku. Jednak zamiast grzecznie stanąć nonszalancko oparł się o jedną z ławek. Kiedy ja zbliżałem się do wyjścia również zostałem zawołany przez wychowawczynię. Uznałem, że może chce jeszcze przekazać mi kilka informacji na temat szkoły. Spojrzała na naszą dwójkę:
- Poznajcie się. Kyungsoo to jest Kim Jongin. A to Do Kyungsoo nasz nowy uczeń.
Ten tylko mruknął coś cicho, za co nauczycielka go skarciła.
- Mógłbyś być trochę milszy… - powiedziała
Reszta rozmowy przebiegła w miarę sprawnie. Dowiedziałem się, że Kim nie zdał do następnej klasy i, że w ramach umowy ma się mną przynajmniej przez pierwszy tydzień zająć, żebym się zaaklimatyzował. Dyskutował jednak z nauczycielka, próbując się jakoś wymigać. Na końcu jednak dał za wygraną. Pani Huan wręczyła mi plan lekcji i mapkę szkoły na wypadek gdybym potrzebował gdzieś pójść po lekcjach. Dostałem też komplet kluczyków do szkolnej szafki. Pouczyła jednak Jongin’a, żeby nie próbował nigdzie samego mnie zostawiać. Nie liczyłem jednak na jego pomoc. Pożegnaliśmy się z nauczycielką. On wyszedł pierwszy nic nie mówiąc. Nie bardzo wiedząc co robić po prostu szedłem za nim. Znaleźliśmy się na pierwszym piętrze pod gabinetem 7a. Ku mojemu zdziwieniu chłopak odezwał się:
-Tutaj masz następną lekcję. Belfer jest okropny i nienawidzi spóźnień, więc lepiej przyjść trochę wcześniej. Teraz mu coś tam nawciskasz. Jeżeli już masz zamiar się do mnie odzywać to mów mi Kai, nie Jongin, okej? Myślę, że się rozumiemy w tej kwestii.
- Więc, eee Kai ,wchodzimy? –zapytałem niepewnie.
- Jeżeli chcesz to proszę bardzo idź, ale ja się zrywam bo nie cierpię tej lekcji.
- A co z umową?
- Dasz sobie radę, szkoła nie jest duża, poza tym zapytasz kogoś. To cześć!
I odszedł, zostawiając mnie samego pod drzwiami. Delikatnie zapukałem i wślizgnąłem się do środka. Od razu spotkałem się z surowym spojrzeniem nauczyciela.
- To ty jesteś tym nowym uczniem? Do Kyungsoo, tak?
- Tak proszę pana, to ja. Przepraszam za spóźnienie, ale pani Huan poprosiła mnie, żebym na chwilę został…
- W porządku. Miło mi cię poznać - uśmiechnął się - Usiądź, tam
Wskazał mi miejsce w rzędzie pod ścianą. Siedzenie obok znowu było puste. Wypakowałem rzeczy i spojrzałem na plan lekcji. Miałem teraz fizykę z panem Kangiem. Sprawdzał właśnie listę obecności. Cicho powiedziałem, że jestem. Kai’a oczywiście nie było. Zacząłem o nim myśleć i zastanawiać się, czemu jest taki. Dlaczego tak chłodno odnosi się do ludzi? Nim zdążyłem zadać sobie kolejne pytanie zadzwonił dzwonek. Przyłapałem się, że kompletnie niczego z lekcji nie pamiętam, a to wszystko przez niego, przez Jongin’a! Kolejne trzy lekcje minęły równie szybko. Żeby się nie zgubić szedłem za ludźmi z klasy. Kim pojawił się dopiero na matematyce, jednak na korytarzu omijał mnie szerokim łukiem. Wkrótce nadeszła pora lunchu. Przy pomocy mapki odnalazłem stołówkę. Było to duże jasne pomieszczenie, w którym przyjemnie pachniało. Wszędzie ustawione były białe okrągłe stoliki. Przez duże okna do pomieszczenia wlewało się zimowe światło słoneczne. Przeszedłem przez środek sali aż znalazłem się przy długim blacie. Wybrałem sobie miseczkę ryżu, smażonego kurczaka, sałatkę i sok pomarańczowy. Podziękowałem obsługującej mnie pani, za co zostałem obdarzony miłym uśmiechem. Szkoła zaczęła mi się coraz bardziej podobać. Lekcje były przyjemne, atmosfera miła a uczniowie zachowywali się przyjaźnie - no przynajmniej ci, których widywałem. Z tacką w rękach zacząłem szukać wolnego miejsca. Szybko zauważyłem, że każdy siedział w jakiejś swojej grupce czy paczce. Nie chciałem wpychać się w nieswoje towarzystwo więc usiadłem przy pustym stoliku. Rozłożyłem sobie wszystko, odstawiłem plecak na podłogę. Spojrzałem jeszcze na zegarek - mam półgodziny przerwy. Ucieszyło mnie to. Zabrałem się za pałaszowanie swojego posiłku, w połowie odłożyłem pałeczki i wyjąłem dla siebie książkę. Jedząc czytałem. Ponoć nie było to zbyt zdrowe, ale lubiłem tak robić. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Pod ścianą dostrzegłem stolik przy, którym siedział Jongin per Kai, nie był sam. Siedział z kilkoma innymi chłopakami podobnymi pokrojem do niego. Gdy spostrzegłem, że na mnie patrzą szybko spuściłem wzrok i wróciłem do czytania.
***
Kai POV

Kiedy przyszedłem na stołówkę wszyscy siedzieli już przy naszym stoliku. Przywitałem się z nimi skinieniem głowy i poszedłem po coś do jedzenia. Wybrałem Kimichi, jabłko i ryż. Rozglądałem się po sali obserwując innych uczniów, którzy wręcz drżeli na mój widok. Cóż nic nowego, każdy chociaż trochę się mnie bał. Może to przez wygląd, ale pewniejszą opcją, jest to, że należę do szkolnej paczki łobuzów popularnie nazywanej Bad Boy’ami. Widziałem jak niektóre dziewczyny nieśmiało zerkają na mnie z wypiekami na twarzy. Wystarczył jeden mój krótki uśmieszek, a one już się między sobą zachwycały się moją osobą, mimo, że nie należałem do „popularsów”. Wzrokiem instynktownie szukałem tego nowego kujona - Kyungsoo. Siedział sam przy stoliku mniej więcej na środku stołówki . Wolałem sprawdzić czy tutaj dotarł bo inaczej pani Huan by mnie zabiła. Zająłem swoje stałe miejsce obok Chanyeola i Sehuna. Przy naszym stoliku siedział też Wufan - trzecioklasista grający w drużynie koszykarskiej oraz Tao jego wierna, jak go to nazywał Panda. Był uczniem klasy pierwszej o dość przerażającej twarzy, i faktycznie przypominał tego wielkiego misia. Był szczupły i wysoki, ale zawsze miał podkrążone oczy. Zacząłem jeść to co sobie przyniosłem. Pochłaniałem Kimichi gdy w pewnym momencie Yeol szturchnął mnie łokciem w bok.
- Ty, Kai co to za kujonek siedzi sam przy stoliku? Nigdy go tutaj nie widziałem - powiedział.
- A, to tylko Kyungsoo, chodzi ze mną do klasy i Huan koniecznie chce, żebym pokazał mu szkołę. Chociaż jak widać dobrze sobie beze mnie radzi - odpowiedziałem.
Cóż krótko mówiąc każdy nas miał jakiegoś cieniasa do dręczenia. Chanyeol uwielbiał dokuczać pewnemu drugoklasiście - Baekhyunowi. Sehun upatrzył sobie Luhana - Chińczyka, który rok temu przyjechał na wymianę, ale tak mu się spodobało, ze zaczął chodzić z nami do szkoły. Natomiast Wufan, na którego częściej mówiliśmy Kris, oraz Tao od czasu do czasu zmieniali cele swoich psikusów. Ja nie miałem swojej ulubionej „ofiary” bo zazwyczaj wszyscy uciekali widząc mnie na korytarzu, co nie ukrywam było mi bardzo na rękę.

Słyszałem jak dwójka moich kumpli o czymś nawija, ale byłem zbyt zajęty jedzeniem, żeby się na tym skupić. Po chwili odezwał się Park:
-Idziemy z Sehunem „przywitać” nowego kujona. Patrz i podziwiaj!
Zanim zdążyłem zareagować oni już byli w połowie drogi. Cóż może ignorowałem chłopaka i zasadniczo mnie nie obchodził, ale jeżeli coś mu się stanie to będzie na mnie. Zostałem jednak na miejscu czekając co się wydarzy. Tak samo zrobili dwaj pozostali znajomi z mojego stolika. Nagle wszyscy przestali jeść, zrobiło się dziwnie cicho. Wszyscy zaczęli szeptać między sobą. Chłopaki zaczęli zaczepkę. Usiedli tuż obok Kyungsoo, ale ten pochłonięty czytaniem zdawał się ich nie zauważyć. Pierwszy odezwał się Sehun:
- Kogo mu ty mamy…
Zobaczyłem, że Do odłożył czytaną książkę i spojrzał na nich. Teraz jego oczy wydawał mi się większe -przypominał mi zagubione szczenię. Uśmiechnął się lekko tak jak do mnie rano. Patrzyłem tylko z nadzieją, że nie posuną się za daleko. Dwójka „tępicieli kujonów” powiedziała:
-Witaj w nowej szkole, nędzny kujonie!
Zaczęli się bardzo głośno śmiać i rzucać w jego stronę różne wyzwiska. Kyungsoo zachowywał jednak względy spokój i zdawał się nawet nie drgnąć. Chwilę później Park zrzucił resztę jedzenia z jego tacy, a Oh wyrzucił na podłogę zawartość jego plecaka. Zobaczyłem jak chłopak popatrzył na mnie bezradnie. Jego spojrzenia wręcz pytało: Dlaczego mi nie pomożesz? Moi kumple odeszli pozostawiając zszokowanego Do samemu sobie. Wszystko wróciło do normy i już nikt nie zwracał na to wydarzenie uwagi, tak jakby to wcale się nie stało. Poczułem się dziwnie i zrobiło mi się trochę przykro, nie miałem jednak pojęcia dlaczego, bo zazwyczaj takie wybryki nie robiły na mnie większego wrażenia. Wróciłem do jedzenia swojego lunchu.
***

D.O POV

Tkwiłem w kompletnym bezruchu po tym co właśnie się wydarzyło. Nie potrafiłem uwierzyć, że ktoś tutaj jest taki niemiły. Poczułem się tak beznadziejnie, byłem taki naiwny. Dodatkowo Jongin nawet nie tknął palcem ale widziałem jego trochę wystraszony wzrok. I siedział bym tak dalej wpatrując się w bałagan jaki zrobiło tych dwoje gdy nagle ktoś dotknął mojego ramienia:
- Hej, wszystko w porządku? - podniosłem wzrok i zobaczyłem nowego chłopaka.
Miał taki wręcz anielski wyraz twarzy. Był drobny i delikatny, łagodnie się uśmiechał. Przypominał mi trochę kruchą porcelanową lalkę. Miał blond włosy zaczesane na bok. Patrzył na mnie wyczekująco.
- T-tak już okej - odpowiedziałem nieśmiało
- Jestem Luhan - przedstawił się - byłem tutaj w zeszłym roku na wymianie uczniowskiej i jestem z Chin. Bardzo mi się tutaj spodobało, a przypadek sprawił, że się tutaj przeprowadziłem. Pomogę ci, jeżeli nie masz nic przeciwko?
Skinąłem tylko głową. Zacząłem zbierać książki i zeszyty, a Luhan zniknął gdzieś by po chwili wrócić ze ścierką. Sprzątał pozostałości po moim posiłku, kiedy ja pakowałem plecak. Szybko się uwinęliśmy. On zabrał swoja torbę i razem wyszliśmy z pomieszczenia. Po krótkim czasie odezwałem się:
- Jestem Do Kyungsoo. Bardzo miło mi cię poznać i bardzo dziękuję za pomoc - powiedziałem
- To nic - odparł - Mnie też oni czasami dręczą szczególnie ten, który pozbawił twój plecak zawartości. Musisz być nowy bo wcześniej cię tutaj nie widziałem.
- A no tak, od tego semestru się tutaj uczę bo tato znalazł nową pracę, więc się przeprowadziliśmy.
Luhan hyung - bo tak pozwolił mi się do siebie zwracać oprowadził mnie po szkole. Pokazywał mi poszczególne klasy, bibliotekę, łazienki i gabinet pielęgniarki. Nie słuchałem go jednak szczególnie uważnie. Zacząłem zastanawiać się nad tym co stało się podczas lunchu. Doszedłem też do wniosku, że chciałbym bliżej poznać mojego nowego przyjaciela, który był tylko o rok starszy. Stanęliśmy przy schodach, wtedy Lulu odezwał się:
- Kyungsoo, wiesz chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić - powiedział ciepło się uśmiechając.
- Będzie mi bardzo miło - odpowiedziałem
- Czy mógłbyś mi podać swój numer telefonu? - zapytał blondyn
Chwilę potem podyktowałem mu swój numer. Czułem się przez moment jakoś tak dziwnie jakby ktoś nas obserwował. Po chwili zadzwonił dzwonek i niestety musiałem się pożegnać z Luhanem-hyungiem. Poszedłem na ostatnią tego dnia lekcję szczęśliwy, że spędziłem udany dzień, no z wyjątkiem incydentu w stołówce. Rozmyślałem o tym wszystkim co się dzisiaj stało. Kai nie pojawił się w klasie, ale to nawet dobrze, bo nie wiem czy chciałbym go widzieć. Zajęcia się skończyły i powolnym krokiem ruszyłem do domu, na szczęście był naprawdę bardzo blisko. Szedłem wciąż nie mogąc pozbyć się natrętnych myśli o Jongin. Byłem już niedaleko domu, kiedy usłyszałem za sobą śmiechy i rozmowy. Obejrzałem się przez ramie i przeszedł mnie dreszcz-szła za mną ta okropna grupka do, której należał Kai. Przyśpieszyłem kroku, wręcz pobiegłem do domu. Wyjąłem klucz, wsunąłem go w zamek i już po chwili byłem bezpieczny w domu. Całe szczęście udało mi się ich uniknąć. Głośno odetchnąłem, zamknąłem oczy. Poczułem, że coś na mnie skoczyło. To był mój ukochany labrador - Luke. Pogłaskałem po łebku i za uszami, na co ten radośnie zamerdał ogonem i trochę poszczekał na powitanie. Poszedłem na górę do swojego pokoju i zostawiłem plecak. Wtedy usłyszałem sygnał SMS. Pomyślałem, że to pewnie od hyunga, jednak zdziwiłem się widząc „Nieznany numer” bo przecież Luhan na pewno był na liście moich kontaktów. Otworzyłem jednak wiadomość:

Nawet, gdybym go widział , to i tak bym go nie zauważył

Byłem naprawdę zdziwiony treścią tej wiadomości, przecież to był cytat z „Dumy i Uprzedzenia”, książki, którą dzisiaj czytałem. Tyle, że był przerobiony z formy żeńskiej na męską. Potrzebowałem jednak chwili aby się zastanowić...

***

 A więc czekam na wasze opinie ^ ^ 
Do zobaczenia wkrótce~!
Bandur ;3 

środa, 12 czerwca 2013

2min-Soft Love

Hej ^ ^ Tutaj Bandur, tym razem naprawdę! Wracam do was z nowym fikiem. Jakoś ciągle ciągnie mnie do 2min więc kolejna odsłona tego paringu ;3 Mam nadzieję, że się spodoba i liczę na komentarze. Miłego czytania <3

~

Każdy ciepły, wiosenny wieczór sprawiał, że aż chciało się żyć. Lekki wietrzyk poruszał zasłonką zawieszoną w balkonowych drzwiach. Kilka ptaków jeszcze kończyło swój koncert, a w pobliskim stawie żaby zaczynały dawać o sobie znać swoim rechotaniem. Słońce leniwie chowało się za horyzont otulone pierzastymi chmurkami. W dormie SHINee było naprawdę przyjemnie cicho. Minho stał na balkonie opierając się o metalową barierkę. Rozglądał się po podwórku chcąc na chwilę skupić na czymś wzrok. Musiał przyznać, że uwielbiał czwartki, w zasadzie był to jego ulubiony dzień tygodnia. Darzył je taką sympatią głównie dlatego, że wtedy rozsiadał się wygodnie na kremowej, najwygodniejszej na świecie sofie z najmłodszym członkiem zespołu, który zawsze wtulał się w jego ramię. Oglądali razem wspólnie wybrany film i miło spędzali czas. Raper nie mógł się już doczekać, za to makane kilka minut temu wrócił z treningu. Zapewne byłby w mieszkaniu wcześniej razem z resztą zespołu, gdyby nie zobowiązał się wzięcia na siebie dodatkowej godziny treningu z Kaiem z EXO. Chłopak tańczył naprawdę wyśmienicie i często był porównywany do Taemina, nie tylko pod względem umiejętności tanecznych ale i wyglądu-chociaż on sam jakoś szczególnie nie zwracał na to uwagi. Zmęczony Lee powłóczył nogami. Zdjął z ramienia ciężką torbę i rzucił ją na podłogę tuż obok butów. Powolnym krokiem skierował się do kuchni. Otworzył lodówkę, wyjął butelkę wody i wypił całą na raz. Dzisiaj był naprawdę bardzo zmęczony, a przecież jeszcze obiecał hyungowi kolejny domowy seans kinowy. Bez większego zastanowienia poszedł wziąć prysznic. W ciągu kilku kolejnych sekund jego ubrania leżały już na podłodze, a on sam stał w kabinie prysznicowej rozkoszując się ciepłą wodą. Ciecz przyjemnie rozluźniała jego zmęczone mięśnie. Chłopak umył też klejące się od potu włosy. Kiedy wyszedł jego rozgrzane ciało spotkało się z chłodniejszym powietrzem powodując gęsią skórkę. Wytarł się puchatym ręcznikiem i przebrał w wygodne ciuchy „po domu”. Wręcz po omacku dotarł do pokoju bo oczy same mu się zamykały. Zapominając o całym świecie, a tym bardziej obietnicy wspólnego wieczoru z Minho, po prostu poszedł się położyć. Czym prędzej wszedł pod kołdrę, którą szczelnie się otulił. Nie minęło wiele czasu a Tae pogrążył się w głębokim i słodkim śnie.

Raper krzątał się po pokoju przygotowując wszystko na dzisiejsze oglądanie filmu. Na stoliku postawił miskę z popcornem , dzbanek soku i talerzyk z ulubionymi żelkami przyjaciela. Przyniósł też poduszki i koc, bo już nie raz zdarzyło im się zasnąć na kanapie. Wszystko było już gotowe, wystarczyło tylko poczekać na bruneta. Nie zjawiał się jednak nawet po tak zwanym studenckim kwadransie. Minho zdecydował się więc pójść po Taemina. Podszedł do drzwi i delikatnie zapukał. Nikt jednak nie odpowiedział, ale mimo to wszedł do środka. Uznał, że lepiej będzie nie zapalać światła bo już stojąc w progu zobaczył młodszego „zakopanego” w pościeli. Po cichu zbliżył się do łóżka i usiadł na jego brzegu. Materac lekko ugiął się pod dodatkowym ciężarem. Choi przechylił się odrobinę na bok. Pierwszą myślą jaka go naszła było obudzenie chłopaka. Kiedy jednak dostrzegł jego twarz pogrążoną w błogim śnie zrezygnował z tego pomysłu. Po prostu nie miał serca bo rozbudzać. Sam nagle poczuł się jakiś dziwnie senny, powieki zrobiły mu się cięższe. Położył się obok Tae i obserwował jak śpi. Tkwił tak w bezruchu przez dłuższa chwilę. Minnie był taki śliczny kiedy znajdował się w sennej krainie. W zasadzie starszy uważał, że Lee był taki przez cały czas swojej egzystencji. Właśnie wtedy coś popchnęło go do dotknięcia policzka młodszego. Ciepły, miękki…to była czysta przyjemność. Minho założył mu za ucho niesforny kosmyk włosów. Chwilę potem głaskał go po głowie przeczesując palcami jego czuprynę. Sam nie był pewien co nim właściwie kierowało. Na dodatek tak jakoś dziwnie się czuł. Odsunął brunetowi grzywkę z czoła, które następnie lekko ucałował. Makane uruchamiał w nim instynkty opiekuńcze, zupełnie jak Yoougen w Hello Baby. Taemin niespokojnie się poruszył, wymruczał coś pod nosem a jego dłoń niespodziewanie znalazła się na piersi starszego. Raper poczuł dziwny napływ ciepła. Od dłuższego czasu nurtowała go jedna rzecz-co on właściwie czuje do Lee? Coraz częściej wydawało mu się, że to zaczyna być coś więcej niż zwykła przyjaźń czy chęć opieki. To było coś czego nie rozumiał i trochę się bał. Linia, która mogła dzielić go od zakochania zdawała się być coraz cieńsza. Potrząsnął jednak głową w geście zaprzeczenia własnym myślom. Jednak z drugiej strony niedawno rozmawiał z Jonghyun o nim i Key. Objawy choroby nazywanej miłością z każdą chwilą bardziej przypominały te, które opisywał wokalista. Minho po raz kolejny spojrzał na przyjaciela. Jego pełne, jasne wargi były lekko rozchylone.

~Teraz albo nigdy~- pomyślał Choi.

Zbliżył się do śpiącego. Wciąż jeszcze trochę się wahał, w końcu jednak zdecydował się zrobić to co przed chwilą zaplanował. Teraz dosłownie milimetry dzieliły jego i Taemina. Przechylił głowę i zamknął oczy. Pocałunek był czuły , bardzo delikatny i nieco nieśmiały. Po ciele starszego rozlało się ciepło, szczęście i coś w rodzaju spełnienia. Serce przyśpieszyło do tego stopnia, że niewiele  brakowało aby wyskoczyło z jego piersi. Czuł na swoich wargach smak ust Minniego. Odsunął się od niego i wtulił twarz w poduszkę, chcąc się uspokoić. Przez to nie zauważył, że makane się rozbudził.

-H-hyung? Co ty tutaj robisz?- zapytał cicho

Choi poczuł się zmieszany i zaskoczony. Jednak szybko odpowiedział Lee

-Przyszedłem po ciebie, żebyśmy razem obejrzeli film ale spałeś. Wyglądałeś tak uroczo, że musiałbym nie mieć sumienia, żeby cię obudzić.

Młodszy poczuł, że się rumieni. Co prawda to nie był pierwszy raz kiedy słyszał takie komplementy z ust ich zespołowej żaby, ale teraz poczuł się inaczej. Spuścił wzrok próbując ukryć zażenowanie. Chociaż w pokoju było ciemno mógł dostrzec zarys uśmiechu starszego-tego, który najbardziej lubił. Minho po prostu czasem tak na niego działał, że serce głośno łomotało w jego piersi, a dzikie stado motylków urządzało sobie gonitwę w jego brzuchu. Bał się jednak przyznać, że uczucia jakie do niego żywił są większe, niż przypuszczał. Obawiał się odrzucenia, tego, że Choi mógłby poczuć się zniesmaczony albo po prostu uznał, że z młodszym coś jest nie tak. Zanim jeszcze się obudził, wyśnił to o czym mógł tylko marzyć. Zastanawiało go tylko dlaczego tak mocno to odczuł, bo przecież Minho nie całował go w tamtej chwili, prawda?  Taemin czuł się teraz niepewnie.  Key jako jego ukochana Umma, zawsze mu powtarzał, żeby robił to co dyktuje mu serce. On jednak postanowił zdobyć się na pewne zagranie, które mogło by potwierdzić, albo zaprzeczyć temu czy tak naprawdę kocha swojego najlepszego przyjaciela, czy tylko jest to złudzenie. Zebrał się w sobie i postanowił zapytać:

-M-minho-hyung..

-Mmm?- zamruczał swoim głębokim głosem raper

-Chciałbym, cię o coś poprosić…bo wiesz…ja nigdy jeszcze…może mógłbyś…-zaczął się plątać w tym co mówił, ogarnął go strac. Nagle poczuł dużą, ciepłą dłoń, która uniosła jego podbródek. Tym samym musiał spojrzeć w jego ciemne oczy.

-Taemin, spokojnie. Po prostu mi powiedz, nie musisz się bać-odpowiedział starszy

Lee wziął głęboki oddech

-Bo wiesz, ja jeszcze nigdy się nie całowałem i tak sobie myślę, że może mógłbyś mi pokazać jak to robić?
Minho aż zamurowało z wrażenia. W najśmielszych snach nie przypuszczał, że makane kiedykolwiek go o to poprosi. Poczuł, że zaschło mu trochę w gardle. Dyskretnie oblizał wargi.

-Na pewno tego chcesz?- zapytał dla pewności-Skoro to ma być twój pierwszy pocałunek, to lepiej by było, żeby odbył się za pośrednictwem kogoś kogo bardzo lubisz. Nie sądzisz, ze to lepsze rozwiązanie?- Chociaż Choi bardzo tego pragnął, to nie chciał ranić, ani do niczego zmuszać chłopaka.
Taemin oddał się na moment swoim rozmyślaniom. Nie zastanawiał się jednak, długo w końcu coś sobie postanowił, a skoro jest ku temu okazja nie będzie się wycofywał.

-Tak hyung. Ufam ci i chce, żebyś to był ty…

Wtedy raper usiadł na łóżku i pociągnął młodszego za rękę podnosząc go do siadu. Przysunął się do niego. Wziął twarz Tae w obie dłonie tak, żeby mogli jeszcze patrzeć sobie nawzajem w oczy. W pokoju dało się teraz słyszeć bardzo głośne bicie dwóch serc i przyśpieszone oddechy. Minho zamknął oczy. Ich wargi złączyły się w pełnym ciepła pocałunku, który z każdą sekundą stawał się coraz bardziej łakomy. Wciąż jednak pozostawał delikatny i miał w sobie mnóstwo czułości. Wargi Choi były niesamowicie ciepłe i miękkie niczym aksamit. Makane miał wrażenie jakby były stworzone tylko w tym jednym celu-do całowania. Taemin objął Minho za szyję aby mieć go bliżej siebie. To było niezwykle przyjemne doświadczenie. Nie potrafili się od siebie oderwać, ale w końcu zaczęło im brakować życiodajnego tlenu. Odsunęli się od siebie, wciąż jednak odległość nie była zbyt duża. Pierwszy odezwał się raper:

-T-taeminnie…

Nie dostał słownej odpowiedzi, za to poczuł jak szczupłe ciałko wtula się z jego własne. Przytulił go do siebie, głaskał go po plecach. Nie potrzebowali słów, żeby się komunikować bo wystarczyła bliskość. Oboje przekonali się, że jednak jest między nimi coś więcej. Tlący się do tej pory żar w sercach tych dwojga zmienił się w prawdziwy ogień, któremu nie mogą pozwolić zgasnąć. Wtulony w osobę, poza którą teraz świata nie widział, tancerz wyszeptał:

-H-hyuung kocham cię…

-Ja ciebie też, Taemin


Po tych słowach Minho złożył na jego ustach kolejny, delikatny i czuły pocałunek potwierdzając tym samym uczucie, które ich połączyło. 

~~


Bandur ;3