środa, 12 czerwca 2013

2min-Soft Love

Hej ^ ^ Tutaj Bandur, tym razem naprawdę! Wracam do was z nowym fikiem. Jakoś ciągle ciągnie mnie do 2min więc kolejna odsłona tego paringu ;3 Mam nadzieję, że się spodoba i liczę na komentarze. Miłego czytania <3

~

Każdy ciepły, wiosenny wieczór sprawiał, że aż chciało się żyć. Lekki wietrzyk poruszał zasłonką zawieszoną w balkonowych drzwiach. Kilka ptaków jeszcze kończyło swój koncert, a w pobliskim stawie żaby zaczynały dawać o sobie znać swoim rechotaniem. Słońce leniwie chowało się za horyzont otulone pierzastymi chmurkami. W dormie SHINee było naprawdę przyjemnie cicho. Minho stał na balkonie opierając się o metalową barierkę. Rozglądał się po podwórku chcąc na chwilę skupić na czymś wzrok. Musiał przyznać, że uwielbiał czwartki, w zasadzie był to jego ulubiony dzień tygodnia. Darzył je taką sympatią głównie dlatego, że wtedy rozsiadał się wygodnie na kremowej, najwygodniejszej na świecie sofie z najmłodszym członkiem zespołu, który zawsze wtulał się w jego ramię. Oglądali razem wspólnie wybrany film i miło spędzali czas. Raper nie mógł się już doczekać, za to makane kilka minut temu wrócił z treningu. Zapewne byłby w mieszkaniu wcześniej razem z resztą zespołu, gdyby nie zobowiązał się wzięcia na siebie dodatkowej godziny treningu z Kaiem z EXO. Chłopak tańczył naprawdę wyśmienicie i często był porównywany do Taemina, nie tylko pod względem umiejętności tanecznych ale i wyglądu-chociaż on sam jakoś szczególnie nie zwracał na to uwagi. Zmęczony Lee powłóczył nogami. Zdjął z ramienia ciężką torbę i rzucił ją na podłogę tuż obok butów. Powolnym krokiem skierował się do kuchni. Otworzył lodówkę, wyjął butelkę wody i wypił całą na raz. Dzisiaj był naprawdę bardzo zmęczony, a przecież jeszcze obiecał hyungowi kolejny domowy seans kinowy. Bez większego zastanowienia poszedł wziąć prysznic. W ciągu kilku kolejnych sekund jego ubrania leżały już na podłodze, a on sam stał w kabinie prysznicowej rozkoszując się ciepłą wodą. Ciecz przyjemnie rozluźniała jego zmęczone mięśnie. Chłopak umył też klejące się od potu włosy. Kiedy wyszedł jego rozgrzane ciało spotkało się z chłodniejszym powietrzem powodując gęsią skórkę. Wytarł się puchatym ręcznikiem i przebrał w wygodne ciuchy „po domu”. Wręcz po omacku dotarł do pokoju bo oczy same mu się zamykały. Zapominając o całym świecie, a tym bardziej obietnicy wspólnego wieczoru z Minho, po prostu poszedł się położyć. Czym prędzej wszedł pod kołdrę, którą szczelnie się otulił. Nie minęło wiele czasu a Tae pogrążył się w głębokim i słodkim śnie.

Raper krzątał się po pokoju przygotowując wszystko na dzisiejsze oglądanie filmu. Na stoliku postawił miskę z popcornem , dzbanek soku i talerzyk z ulubionymi żelkami przyjaciela. Przyniósł też poduszki i koc, bo już nie raz zdarzyło im się zasnąć na kanapie. Wszystko było już gotowe, wystarczyło tylko poczekać na bruneta. Nie zjawiał się jednak nawet po tak zwanym studenckim kwadransie. Minho zdecydował się więc pójść po Taemina. Podszedł do drzwi i delikatnie zapukał. Nikt jednak nie odpowiedział, ale mimo to wszedł do środka. Uznał, że lepiej będzie nie zapalać światła bo już stojąc w progu zobaczył młodszego „zakopanego” w pościeli. Po cichu zbliżył się do łóżka i usiadł na jego brzegu. Materac lekko ugiął się pod dodatkowym ciężarem. Choi przechylił się odrobinę na bok. Pierwszą myślą jaka go naszła było obudzenie chłopaka. Kiedy jednak dostrzegł jego twarz pogrążoną w błogim śnie zrezygnował z tego pomysłu. Po prostu nie miał serca bo rozbudzać. Sam nagle poczuł się jakiś dziwnie senny, powieki zrobiły mu się cięższe. Położył się obok Tae i obserwował jak śpi. Tkwił tak w bezruchu przez dłuższa chwilę. Minnie był taki śliczny kiedy znajdował się w sennej krainie. W zasadzie starszy uważał, że Lee był taki przez cały czas swojej egzystencji. Właśnie wtedy coś popchnęło go do dotknięcia policzka młodszego. Ciepły, miękki…to była czysta przyjemność. Minho założył mu za ucho niesforny kosmyk włosów. Chwilę potem głaskał go po głowie przeczesując palcami jego czuprynę. Sam nie był pewien co nim właściwie kierowało. Na dodatek tak jakoś dziwnie się czuł. Odsunął brunetowi grzywkę z czoła, które następnie lekko ucałował. Makane uruchamiał w nim instynkty opiekuńcze, zupełnie jak Yoougen w Hello Baby. Taemin niespokojnie się poruszył, wymruczał coś pod nosem a jego dłoń niespodziewanie znalazła się na piersi starszego. Raper poczuł dziwny napływ ciepła. Od dłuższego czasu nurtowała go jedna rzecz-co on właściwie czuje do Lee? Coraz częściej wydawało mu się, że to zaczyna być coś więcej niż zwykła przyjaźń czy chęć opieki. To było coś czego nie rozumiał i trochę się bał. Linia, która mogła dzielić go od zakochania zdawała się być coraz cieńsza. Potrząsnął jednak głową w geście zaprzeczenia własnym myślom. Jednak z drugiej strony niedawno rozmawiał z Jonghyun o nim i Key. Objawy choroby nazywanej miłością z każdą chwilą bardziej przypominały te, które opisywał wokalista. Minho po raz kolejny spojrzał na przyjaciela. Jego pełne, jasne wargi były lekko rozchylone.

~Teraz albo nigdy~- pomyślał Choi.

Zbliżył się do śpiącego. Wciąż jeszcze trochę się wahał, w końcu jednak zdecydował się zrobić to co przed chwilą zaplanował. Teraz dosłownie milimetry dzieliły jego i Taemina. Przechylił głowę i zamknął oczy. Pocałunek był czuły , bardzo delikatny i nieco nieśmiały. Po ciele starszego rozlało się ciepło, szczęście i coś w rodzaju spełnienia. Serce przyśpieszyło do tego stopnia, że niewiele  brakowało aby wyskoczyło z jego piersi. Czuł na swoich wargach smak ust Minniego. Odsunął się od niego i wtulił twarz w poduszkę, chcąc się uspokoić. Przez to nie zauważył, że makane się rozbudził.

-H-hyung? Co ty tutaj robisz?- zapytał cicho

Choi poczuł się zmieszany i zaskoczony. Jednak szybko odpowiedział Lee

-Przyszedłem po ciebie, żebyśmy razem obejrzeli film ale spałeś. Wyglądałeś tak uroczo, że musiałbym nie mieć sumienia, żeby cię obudzić.

Młodszy poczuł, że się rumieni. Co prawda to nie był pierwszy raz kiedy słyszał takie komplementy z ust ich zespołowej żaby, ale teraz poczuł się inaczej. Spuścił wzrok próbując ukryć zażenowanie. Chociaż w pokoju było ciemno mógł dostrzec zarys uśmiechu starszego-tego, który najbardziej lubił. Minho po prostu czasem tak na niego działał, że serce głośno łomotało w jego piersi, a dzikie stado motylków urządzało sobie gonitwę w jego brzuchu. Bał się jednak przyznać, że uczucia jakie do niego żywił są większe, niż przypuszczał. Obawiał się odrzucenia, tego, że Choi mógłby poczuć się zniesmaczony albo po prostu uznał, że z młodszym coś jest nie tak. Zanim jeszcze się obudził, wyśnił to o czym mógł tylko marzyć. Zastanawiało go tylko dlaczego tak mocno to odczuł, bo przecież Minho nie całował go w tamtej chwili, prawda?  Taemin czuł się teraz niepewnie.  Key jako jego ukochana Umma, zawsze mu powtarzał, żeby robił to co dyktuje mu serce. On jednak postanowił zdobyć się na pewne zagranie, które mogło by potwierdzić, albo zaprzeczyć temu czy tak naprawdę kocha swojego najlepszego przyjaciela, czy tylko jest to złudzenie. Zebrał się w sobie i postanowił zapytać:

-M-minho-hyung..

-Mmm?- zamruczał swoim głębokim głosem raper

-Chciałbym, cię o coś poprosić…bo wiesz…ja nigdy jeszcze…może mógłbyś…-zaczął się plątać w tym co mówił, ogarnął go strac. Nagle poczuł dużą, ciepłą dłoń, która uniosła jego podbródek. Tym samym musiał spojrzeć w jego ciemne oczy.

-Taemin, spokojnie. Po prostu mi powiedz, nie musisz się bać-odpowiedział starszy

Lee wziął głęboki oddech

-Bo wiesz, ja jeszcze nigdy się nie całowałem i tak sobie myślę, że może mógłbyś mi pokazać jak to robić?
Minho aż zamurowało z wrażenia. W najśmielszych snach nie przypuszczał, że makane kiedykolwiek go o to poprosi. Poczuł, że zaschło mu trochę w gardle. Dyskretnie oblizał wargi.

-Na pewno tego chcesz?- zapytał dla pewności-Skoro to ma być twój pierwszy pocałunek, to lepiej by było, żeby odbył się za pośrednictwem kogoś kogo bardzo lubisz. Nie sądzisz, ze to lepsze rozwiązanie?- Chociaż Choi bardzo tego pragnął, to nie chciał ranić, ani do niczego zmuszać chłopaka.
Taemin oddał się na moment swoim rozmyślaniom. Nie zastanawiał się jednak, długo w końcu coś sobie postanowił, a skoro jest ku temu okazja nie będzie się wycofywał.

-Tak hyung. Ufam ci i chce, żebyś to był ty…

Wtedy raper usiadł na łóżku i pociągnął młodszego za rękę podnosząc go do siadu. Przysunął się do niego. Wziął twarz Tae w obie dłonie tak, żeby mogli jeszcze patrzeć sobie nawzajem w oczy. W pokoju dało się teraz słyszeć bardzo głośne bicie dwóch serc i przyśpieszone oddechy. Minho zamknął oczy. Ich wargi złączyły się w pełnym ciepła pocałunku, który z każdą sekundą stawał się coraz bardziej łakomy. Wciąż jednak pozostawał delikatny i miał w sobie mnóstwo czułości. Wargi Choi były niesamowicie ciepłe i miękkie niczym aksamit. Makane miał wrażenie jakby były stworzone tylko w tym jednym celu-do całowania. Taemin objął Minho za szyję aby mieć go bliżej siebie. To było niezwykle przyjemne doświadczenie. Nie potrafili się od siebie oderwać, ale w końcu zaczęło im brakować życiodajnego tlenu. Odsunęli się od siebie, wciąż jednak odległość nie była zbyt duża. Pierwszy odezwał się raper:

-T-taeminnie…

Nie dostał słownej odpowiedzi, za to poczuł jak szczupłe ciałko wtula się z jego własne. Przytulił go do siebie, głaskał go po plecach. Nie potrzebowali słów, żeby się komunikować bo wystarczyła bliskość. Oboje przekonali się, że jednak jest między nimi coś więcej. Tlący się do tej pory żar w sercach tych dwojga zmienił się w prawdziwy ogień, któremu nie mogą pozwolić zgasnąć. Wtulony w osobę, poza którą teraz świata nie widział, tancerz wyszeptał:

-H-hyuung kocham cię…

-Ja ciebie też, Taemin


Po tych słowach Minho złożył na jego ustach kolejny, delikatny i czuły pocałunek potwierdzając tym samym uczucie, które ich połączyło. 

~~


Bandur ;3 

piątek, 31 maja 2013

Deszcz



Wooo tu Bandur z notką, dziwne nie? A tak na serio to Dooors, która wstawia za Bandura notkę bo ona uważa, że jest fanfik jest głupi, a moim zdaniem jest mega uroczy i prawie się popłakałam z rozkoszy. Takie jest moje skromne zdanie. Takim razie ja serdecznie zapraszam do czytania i komentowania, by zmotywować Bandura do częstszego pisania. <3 Hwaiting ^^

Large


Od kilku dni panowała iśćcie brytyjska pogoda. Deszcz wręcz lał się z nieba sprawiając, że wszystko dookoła stawało się szare, nudne i jeszcze bardziej przygnębiające. Krople bębniły o szyby każdego z mieszkań w okolicy pozostawiając po sobie smutny ślad na szybie. Wilgoć i wiatr potęgowały uczucie zimna, które dotkliwie odczuwał każdy kto choć na chwilę wychylił nos na zewnątrz. Sandeul kilka godzin temu wrócił z szybkich zakupów, a teraz siedział na parapecie okiennym otulony puchatym, pomarańczowym kocem, który przyjemnie ogrzewał jego zmarznięte ciało. W dłoniach trzymał ulubiony kubek z gorącą herbatą o cytrynowym posmaku. Wokół unosił się zapach świeżo upieczonych cynamonowy ciasteczek. W pokoju panowała niesamowita cisza a jedynym słyszalnym odgłosem był spokojny oddech bruneta. Patrząc w okno chłopak upił kolejny łyk ciemnobrązowej cieczy. Od dłuższego czasu uparcie wpatrywał się w przestrzeń za oknem, mimo nieciekawej scenerii. Ulewa tylko pogłębiała ogarniający go smutek. Od przeszło dwóch tygodni niemiłosiernie tęsknił za Baro, który  zajęty był nagrywaniem swojej pierwszej dramy. Grał w niej jedną z głównych ról, więc Sandeul był z niego dumny i razem z nim cieszył się z sukcesu. Niestety praca jego chłopaka wiązała się z długą rozłąką. I to właśnie najbardziej dobijało Junghuan'a. Bez Sunwoo mieszkanie było dziwnie puste, jakieś ciche i mało przytulne. Minuty bardzo wolno przechodziły w godziny, czas zdawał się stać w miejscu. Samotne noce ciągnęły się w nieskończoność. Przez to wszystko Sanduel nie potrafił skupić się na czymkolwiek. Każda próba zagospodarowania jakoś czasu kończyła się fiaskiem. Godzinami potrafił kręcić się po pokoju. Zupełnie nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nie spał, nie jadł, a myślami był gdzieś daleko. Czekał tylko na moment kiedy znów będzie mógł przytulić się do swojego chłopaka i powiedzieć mu jak bardzo za nim tęsknił. Już nie mógł doczekać się ponownego sypiania w jego ramionach i tych słodkich pocałunków na dzień dobry. Brunet był teraz tak pogrążony w marzeniach, że nie zwrócił najmniejszej uwagi na dzwoniący telefon. Ocknął się z transu dopiero wtedy gdy dzwonek praktycznie się kończył. Odstawił kubek i wciąż otulony kocem zeskoczył z parapetu. Rozpaczliwie rzucił się w stronę swojej komórki, ale nim zdążył odebrać, ta przestała dzwonić. Sandeul rozejrzał się po pokoju w, którym było już bardzo ciemno. Zegar na szafce pokazywał dwudziestą pierwszą czterdzieści. Jak to możliwe, że siedział na tym parapecie tak długo? Zapalił lampkę i natychmiast zmrużył oczy aby uchronić się od natrętnego światła. Zerknął na wyświetlacz urządzenia-nieodebrane połączenie od:Baro <3. Baro?! Chłopak podszedł do okna i drżącą dłonią wybrał jego numer. Połączył się jednak ten nie odpowiadał. Próbował tak jeszcze kilka razy aż w końcu odłożył telefon na szafkę. Chwilę później, znów usłyszał dźwięk przychodzącego połączenia. Odebrał.

-Hej! Przepraszam, że dopiero teraz ale nie mogłem się do ciebie dodzwonić! Jak się czujesz?- znajomy głos sprawił, że jego serce momentalnie przyśpieszyło.

-H-hej.Czuje się dobrze-skłamał-A jak u ciebie?

-Skończyłem dzisiaj nagrywać kolejny odcinek. Naprawdę świetnie się bawię, mimo tego, że praca wymaga ode mnie mnóstwa energii. Jestem trochę zmęczony, i wiesz...tęsknię za tobą - odpowiedział Baro.

-Ja też...i to bardzo - odparł smutno.

Rozmowa toczyła się dalej. Młodszy ciągnął ją jak najdłużej tylko mógł bo właśnie był w drodze do domu. Nic jednak nie wspomniał o tym Sandeulowi, chcąc zrobić mu niespodziankę.

-Kiedy się zobaczymy? - zapytał Lee.

-Hmmm, nie wiem. Za tydzień, może dwa - odpowiedział.

-To długo. Ale obiecuję, że będę wytrwale czekał - powiedział brunet.

-Też będę cierpliwie czekał!

Blondyn był już w tej chwili na schodach. Kontynuując pogawędkę wspinał się po kolejnych stopniach. Kiedy był już na odpowiednim piętrze wręcz podbiegł do drzwi i jak najdelikatniej się dało wsunął klucz do zamka aby je otworzyć. Klamka ustąpiła i wszedł do środka. Powoli zbliżał się do pokoju, w którym znajdował się Junghuan. Stanął w progu pokoju.

-A gdzie teraz jesteś? - zapytał chłopak.

-......

-Baro?

Wtedy SunWoo stanął tuż za nim i objął go w pasie.

-Tutaj- mówiąc to pocałował go w policzek.

Jego ukochany obrócił się i wtulił policzkiem w jego tors. Wtem usłyszał cichy szloch.

-Deullie....nie płacz, głuptasie.

Ciepłe ramiona objęły go pewnie. Sandeul poczuł się znowu szczęśliwy i bezpieczny.

-Tęskniłem...tak bardzo tęskniłem...

Baro ujął jego twarz w obie dłonie i czule go pocałował. Wargi bruneta były gorące i miękkie. Oboje oddali się bez reszty temu pełnemu miłości pocałunkowi. A za oknem nadal padał deszcz, tym razem deszcz szczęścia...



~~~~~~~~~

I jak? Piszcie ;)

czwartek, 2 maja 2013

Dream Boy


Tytuł: "Dream Boy"
Parring: JongKey


  Kiedy kładłem się spać było już bardzo późno. Wreszcie po kilku godzinach spędzonych nad projektowaniem kolejnych strojów z nowej kolekcji mogłem wziąć kojący prysznic. Oczy  same mi się zamykały więc praktycznie po omacku dotarłem do łóżka. Wokół unosił się przyjemny zapach kwiatów połączonych z nutką wanilii. Okno ciągle jeszcze było otwarte, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Wciągnąłem chłodne powietrze do nozdrzy. Nareszcie będę mógł odpocząć...Wsunąłem się pod miękką, świeżo wypraną pościel. Kołdra jak i poduszka przyjemnie pachniały moim ulubionym płynem do płukania. Ułożyłem się wygodnie i otuliłem pierzynką. Trochę się jeszcze pokręciłem zanim znalazłem odpowiednią pozycję do snu. W końcu zasnąłem nie myśląc już o niczym dręczącym.

  Po raz kolejny w tym tygodniu intensywnie śniłem, po raz kolejny o nim...Od dłuższego czasu w moich sennych marzeniach pojawiał się facet. Nie przypominam sobie, żebym go znał czy kiedykolwiek widział. Nigdy się nie odzywał tylko intensywnie się we mnie wpatrywał. Tak jakby chciał poznać każdy zakamarek mojej duszy. Za każdym razem wyglądał tak samo, zmieniał się tylko jego ubiór. A co w tym najdziwniejsze to zawsze były ciuchy mojego pomysłu. Nie doszukiwałem się przyczyny takich snów, z nikim o nich nie rozmawiałem. Trwa to już od dawna. Na początku nie mogłem go nawet zobaczyć, ale czułem, że ktoś jeszcze jest w moim śnie, poza mną. Z każdym kolejnym nocnym obrazem widziałem coraz więcej. Minęło sporo czasu nim mogłem patrzeć na jego twarz, bo zwykle była jakby zacieniona. Chociaż sny były świadome nigdy się ich nie bałem. Kiedy dzisiaj zasnąłem on pojawił się jak każdej nocy. Jak na mój gust był bardzo przystojny. Co prawda był niższy niż ja, ale za to świetnie zbudowany co mogłem dostrzec kiedy miał na sobie przylegające do ciała ubrania. Jego włosy były ufarbowane na brąz i postawione do góry. W uszach zawsze miał kolczyki. Kilka razy widziałem jak się uśmiecha, a wtedy wręcz odpływałem. Przypominał mi uroczego szczeniaczka. Dzisiaj miał na sobie czarne spodnie, trampki, marynarkę i czarną koszulę w białe grochy. Leżeliśmy na podłodze dziwacznego pokoju. Ściany były pomalowane na przeróżne kolory i wyglądały jakby ktoś ochlapał je farbą. Pomieszczenie oświetlany  wyłącznie świece poustawianie chaotycznie wokół nas. Musiały być zapachowe bo wszędzie roztaczał się ich aromat. Patrzyliśmy sobie w oczy przez bardzo długi czas, nawet nie mrugając. Nie wypowiedzieliśmy do siebie żadnego słowa. Sceneria się zmieniła. Teraz siedzieliśmy przy stole w domu mody w którym pracowałem. Oczy mężczyzny były bardzo piękne i hipnotyzujące. Powoli coraz bardziej im ulegałem, chociaż wiedziałem, że nie powinienem. Nagle na blacie pojawiła się kryształowa miseczka z malinami. Widziałem jak po nią sięga. Wziął kilka owoców i wsunął je sobie do ust. Jadł powoli rozkoszując się ich smakiem. Lubieżnie oblizywał wargi. Posłał mi mały uśmieszek, przez który mało co nie spadłem z krzesła. Słyszałem jak cicho się zaśmiał, naburmuszyłem się. On tylko uniósł lekko brew do góry powodując u mnie palpitacje serca. W tym momencie zacząłem się zastanawiać czy nie zakochałem się w sennym wytworze. Nim jednak rozważania dobiegły końca obudziłem się. Słońce rozgościło się na dobre w moim pokoju. Usiadłem na łóżku i przetarłem twarz dłońmi. Spojrzałem na zegarek- 9;00. Jak oparzony wyskoczyłem spod kołdry. Czym prędzej pobiegłem do łazienki mówiąc pod nosem: - A niech cię szlak cholero ze snu!

  Mijały dni i tygodnie, a Dream Boy (bo tak go nazwałem) pojawiał się nadal. Jednak coś się zmieniło. Teraz już nie tylko się we mnie wpatrywał, ale zaczął nieśmiało dotykać, na co nie miałem wpływu. Jak bardzo bym się nie starał on zawsze mnie obezwładniał swoim magicznym spojrzeniem i już byłem jego. Nawet projekty zacząłem podporządkowywać pod niego rozmyślając w czym by go tutaj zobaczyć. Dzisiaj położyłem się spać wiedząc, że i tak czy siak on znowu mi się przyśni. Podświadomie tylko czekałem, żeby przyszedł. Chciałem go zobaczyć, spojrzeć w jego oczy. Najbardziej jednak chciałem usłyszeć jego głos. Poprawiłem poduszki i starałem się jak najszybciej zasnąć. Minęło trochę czasu i obudziłem się w moim śnie. Poczułem się trochę nieswojo nie wiedząc gdzie teraz znajduje się mój wyśniony mężczyzna. Nagle serce podskoczyło mi do gardła. Objął mnie w talii. Wiedziałem, że nie może to być ktoś inny, bo tylko Dream Boy tak pachniał. Mango, pomarańcza, drzewo sandałowe. Ta mieszanka zawsze go otaczała. Był bardzo ciepły, czułem jego oddech na karku. Jego dłoń dotknęła mojej szyi. Podbródek oparł mi o ramię. Palce chłopaka zaczęły wędrować po mojej prawej ręce, sunęły coraz niżej aż złączyły się z moimi. Delikatnie je zacisnąłem. Zapachy stały się intensywniejsze i w jednej chwili obraz całkowicie zniknął. Ocknąłem się w moim pokoju, ale nadal było okropnie ciemno. Obróciłem głowę i zamarłem. On tutaj był! Siedział na parapecie i lekko przygryzał wargę. Patrzyliśmy tak przez chwilę na siebie. Brunet zeskoczył z niego zgrabnym ruchem i zaczął się do mnie zbliżać. Był coraz bliżej i bliżej. Usiadł na pościeli przy mnie, znowu złapał mnie za rękę. Myślałem, że się rozpłynie, ale on był jak najbardziej prawdziwy. Sam już nie wiedziałem czy to sen czy jawa. Zerknąłem na niego. Wtedy stało się to na co tak czekałem - odezwał się.
- Key...
  Jego głos brzmiał jak najpiękniejsza na świecie melodia, oczy niebezpiecznie błyszczały. Nie miałem pojęcia skąd znał mój pseudonim. Mimo tego, że byłem oszołomiony musiałem go zapytać:
- Mogę wiedzieć, jak ci na imię?
  Nie odpowiedział mi, zdenerwowałem się. Może i nawet był tylko głupią iluzją, ale skoro od tak dawna mnie prześladuje, to łaskawie mógłby powiedzieć mi jak się nazywa! Jakby w odpowiedzi na moje myśli przekrzywił głowę na bok i zrobił zasmuconą minę. Zbliżył się do mnie i niespodziewanie objął. Nie potrafiłem go odepchnąć. Usłyszałem jego cichy, pełen żalu szept:
- Key, uwolnij mnie ze swojego snu...proszę...
Zamurowało mnie. Co ja mam niby zrobić?
- Wiem, że nie bierzesz mnie za zwykły wytwór wyobraźni. Kibummie proszę...
  Nie chciałem mu odpowiadać. I jak to możliwe, że on zna moje imię? Przytulił się do mnie bardzo mocno. Wciąż tylko powtarzał swoją prośbę. Był roztrzęsiony, a jego głos się załamywał. Serce zaczęło kołatać w mojej piersi.
- Kibum, Kibum kocham cię...Ty musisz czuć to samo! Zrób to o co proszę...
  Nie byłem w stanie już dłużej tego znieść. Niech ten sen się skończy bo trwa zdecydowanie za długo. W jednej chwili moje uczucia się zmieniły i wplotłem mu palce we włosy. Pewnie użył jakiejś magicznej sztuczki...
-Co mam zrobić? Czego ty ode mnie chcesz?
  Wtedy on odsunął się ode mnie i spojrzał prosto w oczy. Poczułem, że nie musi mi odpowiadać. Nieśmiało założyłem mu ręce na szyję i przyciągnąłem do siebie. Jego wargi łapczywie wpiły się w moje. Pocałunek był bardzo namiętny i gwałtowny. Przysunął mnie do siebie jeszcze bliżej. Zaczęło mi brakować powietrza. Poczułem jak jego ciepły język wsuwa się w moje usta. Zaczął pieścić moje podniebienie. Nigdy tak się nie czułem. W końcu oderwaliśmy się od siebie. Uśmiechnąłem się do niego, on zrobił to samo. Zanim zacząłem racjonalnie myśleć popchnął mnie w głąb łóżka. Utraciłem kontrolę. Kilka chwil później leżałem zupełnie nagi pod Dream Boy'em. Robił wszystko dokładnie tak jak sobie to wymarzyłem. Każdy jego ruch, każdy dotyk był idealny. Przyjemność rozlewała się stopniowo po moim ciele. Jeżeli to tylko sen to nie chciałem, żeby się kończył. Ostatnie pocałunki, czułe pieszczoty. Zasnąłem od nadmiaru wrażeń w jego umięśnionych ramionach.
  Tak jak każdego ranka słońce przywitało mnie swoimi ciepłymi promieniami. Spojrzałem na bok - on wciąż tu był. Czy to znaczy, że nadal śnię? Uszczypnąłem się, ale trochę za mocno.
-Au...
Chłopak leniwie rozchylił powieki.
- Czemu sprawiasz sobie ból?
- Sprawdzam czy nie śnię
- Nie martw się, nie zniknę.
Złapaliśmy się za ręce, leżąc otuleni kołdrą. Wciąż jeszcze nie dowierzając zerknąłem na niego.
- I co teraz?
- Teraz nie jestem już snem. Uwolniła mnie twoja miłość.  Jestem twoim prawdziwym Dream Boy Kibum, a jedyne co musisz zrobić, to mnie kochać...
Pocałowałem go w odpowiedzi. I kto by pomyślał, że sen stanie się prawdą?  

poniedziałek, 25 marca 2013

When you go...

Tutaj Bandur. Naprawdę dawno mnie tutaj nie było. Cóż wena nie drużba szczególnie ta moja. Dzisiaj oddaje w wasze ręce angsta. Teraz kiedy dowiedziałam się, że Yesung na 100% idzie do wojska zrobiło mi się bardzo smutno. Żeby jednak te wszystkie uczucia we mnie nie tkwiły przelałam je do tego fanfika. Mam nadzieję, że się spodoba. Życzę wam miłej lektury ;3


Tytuł: 'When you go'
Parring: Yesung x Ryeowook
Rodzaj: Angst
Ostrzeżenia: brak
Pisane z perspektywy Ryeowook'a 

        Każdy z nas starał się o tym nie myśleć. Przecież wciąż jeszcze mamy czas, więc nie ma co się przejmować. Tyle lat jesteśmy wszyscy razem, ale w końcu stało się nieuniknione. Najpierw Kangin, potem Heechul. Ostatnio Leeteuk a teraz ty. Wiedziałeś, że prędzej czy później znajdziesz je w skrzynce. Teraz tam leżało - twoje wezwanie. Wyjąłeś je razem z innymi listami. Kiedy spostrzegłeś, że masz je w dłoni zamarłeś, a serce stanęło ci w gardle. Przecież to oznacza dla ciebie rozstanie, smutek i ból. Nie tylko dla ciebie, dla nas wszystkich. Wszedłeś na górę ze smutną miną i już wiedziałem co się stało. Popatrzyłem ci w oczy, w których tliły się łzy. Podszedłem by cię objąć. Poczułem jak zaciskasz na mnie swoje ramiona, jak wtulasz twarz w moje ramię. Zacząłeś płakać, a ja wplotłem palce w twoje włosy. Staliśmy tak dłużą chwilę póki nie oderwałeś się ode mnie. Zdjąłeś buty i płaszcz. Wszedłeś w głąb mieszkania i zacząłeś sie po nim rozglądać jakby to miał być ostatni raz gdy je widzisz. Poszliśmy do twojego pokoju. Był wieczór, a my siedzieliśmy na łóżku patrząc na siebie. Nie mówiliśmy nic bo i nie było trzeba. Najbardziej na świecie nie chciałem, żebyś odszedł. Moja tęsknota będzie większa niż tysiąca twoich fanek. W każdą nieprzespaną noc będę myślał o tobie. O tym jak się czujesz i jak ci tam jest. Postaram się opiekować twoimi zwierzętami, tak jak ty to robiłeś, bo one też będą tęsknić. Złapałeś mnie za rękę i niemo zadałeś mi pytanie - Będziesz czekał, prawda? Skinąłem głową na tak. Długo jeszcze tak tkwiliśmy pogrążeni w zamyśleniu, aż w końcu zasnąłeś z głową na mojej piersi. Ja też poczułem senność. Okryłem nas kocem. 
       Czas mijał coraz szybciej, każda minuta przybliżała cię do wyjazdu. Każda sekunda razem była jak kropla wody na pustyni - znikała tak szybko jak sie pojawiała. Spędzaliśmy wszyscy razem dni, które jeszcze ci zostały. Wypełnialiśmy je radością, bo przecież źle jest pogrążać się w smutku. Nasze noce stały się inne - staliśmy się bardziej zachłanni i łakomi. Wykorzystywaliśmy je jak najbardziej tylko sie dało. Przez dwa lata nie będę miał cię przy sobie, nie poczuję ciepła twojego ciała ani smaku twoich ust. Na pewno dostaniesz kilka przepustek i tylko wtedy zdołamy nacieszyć sie sobą przez te parę chwil. Czuje, że moje serce ogarnia smutek...
       Zaczął się maj. Dni stały sie bardziej słoneczne i cieplejsze. Przyroda w cudowny sposób ożyła, budząc się w pełni na nowo. Nie potrafiłem jednak czerpać z tego przyjemności. Może dlatego, że myślałem zbyt wiele i tym samym nie potrafiłem zwracać na to wszystko uwagi. Teraz patrzyłem jak pakujesz swoje rzeczy, jak porządkujesz pokój. Próbowałeś się uśmiechać, robić dobrą minę do złej gry. Mnie nie potrafiłeś oszukać. To przecież już jutro...
Ostatnia wspólna noc trwała długo, ale ja chciałem, żeby nigdy się nie skończyła. Nigdy jeszcze tak mnie nie całowałeś, w taki sposób nie pieściłeś. Twój dotyk przenikał mnie aż do kości, zapach wypełniał nozdrza. Myśli krążyły wyłącznie wokół ciebie, nic innego się nie liczyło. Nadeszła końcowa przyjemność, która rozlała się po moim ciele niczym rozgrzany wosk. Przytuliłeś mnie mocno i szeptałeś zapewniając o tym jak bardzo mnie kochasz. Rozpłakałem się jak małe dziecko, chociaż wiedziałem, że tym tylko przysporzę ci bólu. Kilka pełnych rozkoszy pocałunków. Ja też wyznałem swoje uczucia, chcąc dodać twojemu sercu nieco otuchy. Podziękowałeś mi, a ja tobie. Chwile potem nadszedł sen, który wcale nie zwiastował lepszego jutra.
       Wszyscy wstaliśmy wcześnie, żeby jeszcze trochę z tobą pobyć. Zjedliśmy wspólne śniadanie. Od jutra twoje krzesło będzie puste. Rozmawialiśmy śmiejąc się. Pocieszaliśmy cię mówiąc, że to szybko zleci i ani się obejrzysz, a znowu będziesz tutaj siedział i z nami jadł. Uśmiechnąłeś się lekko. Podziękowałeś każdemu za to co od początku istnienia zespołu dla ciebie zrobił. Obiecałeś wrócić cały i zdrowy. Poszedłeś jeszcze tylko po torbę. Przy okazji pożegnałeś się ze swoimi zwierzątkami. Wszyliśmy. Podróż vanem minęła szybko. Jechaliśmy razem z tobą na pożegnanie z fanami. Powiedziałeś to co leżało ci na sercu. Widok wszystkich tych osób sprawił, że nie mogłeś powstrzymać łez. Płakałeś, a oni razem z tobą. Wyglądałeś inaczej bo twoje włosy były bardzo krótkie, ale wciąż byłeś tym samym mężczyzną. Zasalutowałeś na pożegnanie. Nas wszystkich objąłeś. Powiedziałeś mi jeszcze raz, że mnie kochasz i pocałowałeś w policzek. Pięknie się uśmiechałeś mimo łez płynących po twoich policzkach. Wsiadłeś do samochodu, który miał odwieść cię na miejsce twojej służby. Uchyliłeś szybę i wszystkim nam pomachałeś.

~Kocham was! Kocham was wszystkich! Obiecuję być silnym!
Widziałem, że spojrzałeś na mnie po raz ostatni zanim samochód zniknął za zakrętem.
~
SMS od: Wookie <3
Kocham Cię Yesung,
Będę cholernie tęsknił
i każdego dnia czekał.
 Jestem tylko twój.
            Ryeowook


~

Bandur ;3 

wtorek, 29 stycznia 2013

~Dribble

Tutaj Bandur ;3 Mam dla was małą niespodziankę. Napisałam dzisiaj tego dribbla~ To pierwszy mój fanfik tego typu, ale mam nadzieję, że się spodoba ^ ^ ~ENJOY


Nieśpiesznie szedł ulicą zostawiając w śnieżnym puchu głębokie ślady. Światła pobliskich latarni rzucały blade światło na skrzącą się od mrozu jezdnię. Cieniutka kurtka i dziurawy szalik chodź trochę osłaniały od wiatru i śniegu jego chude ciało. Czuł, jak bardzo jest głodny a od kilku dni nie miał niczego w ustach. Marzł z chwili na chwile coraz bardziej. Pragnął tylko poczuć odrobinę ciepła. Myśli swobodnie błądziły po jego umyśle wciąż wysuwając jednak na wierzch tę jedną. Znów go widział, tak jak co dzień. Nie potrafił zapomnieć. Na jego widok serce biło mu szybciej. Nieśmiałość zmuszała go jednak do ukrywania swoich uczuć. Nagle przed oczami zrobiło mu się ciemno, momentalnie mięśnie odmówiły posłuszeństwa. W pobliżu nie było nikogo, a on leżał przy ścianie jednego z budynków. Słabo oddychał, stracił przytomność...

Wysoki brunet wysiadł w autobusu i szybkim krokiem ruszył przed siebie. Padający śnieg utrudniał mu wyraźne widzenie. Mijał kolejne kamienice gdy coś przykuło jego uwagę. Drobne, bezwładne ciało. Nachylił się bez chwili namysłu. Zadrżał. Wiedział kim jest ten chłopak. Dotknął jego policzka- wciąż był jeszcze ciepły. Nie wiedząc co robić po prostu otulił go swoim płaszczem. Odczekał trochę czując chłód na plecach. Spojrzał na twarz młodszego-ten otworzył swoje duże czekoladowe oczy.

-Minho…



Czekam na wasze komentarze~

Bandur ;3

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Jemioła ~

Cześć ;3 Ale się świątecznie zrobiło ^.^ W zawiązku z tym mamy dla was pierwszą cześć z serii świątecznych fików. Powinny one już tutaj pojawić się od jakiegoś czasu, ale no cóż wena nie dopisywała. Mamy nadzieje, że uda nam się w ciągu tego tygodnia zrealizować wszystkie nasze świąteczne plany co do tych fanficków. Zanim zaczniecie czytać musimy wspomnieć, że dzisiejsze wypociny sponsorowane są przez Yoesoba i jego nową płytę, dzięki której Bandurowi lepiej się pisało^.^, a Dooors nie miał co poprawiać. Dziękujemy ci za to ♥ Chwała Yoesobowi ^^ Zapraszamy pod jemiołe ~



Tytuł: Zimowa przechadzka.
Parring: Joon x Onew
Piosenka: Pisana była przy rytmach Yoseob - Caffeine
Ostrzeżania: brak.
------------------------------------- 

Wspaniały grudniowy wieczór. Czuć unosząca się w powietrzu świąteczną atmosferę. Cały Seul pokrywa śniegowa kołderka. Każda uliczka jest przystrojona błyszczącymi ozdobami, obwieszona kilometrami lampek. Park o tej porze roku jeszcze przybiera na uroku. Gdzie nie spojrzeć oprószone śniegiem latarnie rzucają słabe światło na alejki. Gwiazdy skrzą się na niebie, a termometr wskazuje temperaturę poniżej zera. To jednak nie zniechęca licznych przechodniów do wieczornych spacerów. Po zjedzeniu składającej się z wielu dań wigilijnej kolacji nie ma to jak przejść się, wręcz zaczarowaną uliczką, z kimś kogo się kocha. Onew i Joon trzymali się za ręce i mimo mrozu mieli zadowolone miny. Przechadzali się razem już od dłuższego czasu wędrując po zamarzniętym chodniku przed siebie. W końcu dotarli w okolice parkowej altanki. Wszędzie było mnóstwo ludzi. Dzieci śpiewają kolędy, lepią bałwany albo rzucają się śnieżkami. Wszystko to oczywiście odbywa się pod czujnym rodzicielskim okiem. Nie brakuje jednak czule obejmujących się par. Oni obserwowali wszystko z niewielkiej odległości stojąc pod rozłożystym dębem. Cieszyli się nawzajem swoją obecnością, nareszcie tylko we dwoje. I pewnie nadal trwali by tak zaczarowani bożonarodzeniowym klimatem, gdyby nie wesoły malec, który biegł przed swoją mamą. Zbliżył się do drzewa pod którym stali i wskazując palcem na jedną z wyższych gałęzi krzyknął:
- Mamusiu! Zobacz jemioła!
Kobieta uśmiechnęła się do synka i ulotnie spojrzała na dwóch mężczyzn. Wkrótce zniknęła w tłumie.
Joon zaaferowany spostrzegawczością chłopca spojrzał w górę. Rzeczywiście na gałęzi nad nimi rosła spora jemioła. Ozdoby zawieszone na konarze sprawiały, że ten drzewny pasożyt wyglądał iście uroczo. Młodszy szturchnął delikatnie drugiego chłopaka. Ten spojrzał na niego swoimi ciemnymi oczyma.
- Spójrz, faktycznie jemioła, a my jej nie zauważyliśmy- powiedział delikatnie się uśmiechając.
- I co w związku z tym? – zapytał starszy Lee
- A to, że przegapiłbym darmowego całusa od ciebie! – powiedział rozpromieniony
Jinki zamarł na moment, który wystarczył jego ukochanemu. Joon ostrożnie wziął twarz Onew w zmarznięte dłonie i złożył na jego ustach pocałunek. Bardzo czuły i pełen ciepła. Oboje na moment zatracili się w sobie, ignorując otaczający ich świat. Oderwali się od siebie. Lee przytulił ukochanego i pogłaskał go po włosach. Widział jego zarumienione policzki i nie mógł się nie uśmiechnąć.
- Nie martw się, nikt nie widział- szepnął czule wprost do jego ucha.
Czując rozgrzewającą ich od środka radość, poszli dalej mając w głowach tylko siebie…


------------------------------------------------------------------------

Tytuł: Maybe kiss?
Parring: Sichul / Siwon x Heechul
Piosenka: Yoseob - Look at me now.
Ostrzeżenia: brak.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heechul uwielbiał przedświąteczne przygotowania. Godziny w sklepowych kolejkach, poszukiwanie idealnych prezentów i najpiękniejszej choinki należały do jego ulubionych zajęć. Zawsze dbał, by było tak jak sobie wymarzył. Wchodził właśnie po schodach szukając w kieszeni zimowego płaszcza kluczy do mieszkania. Był obwieszony zakupami, a dodatkowo miał ze sobą, jak zwykł mówić: Świąteczny skarb. Kupił największą jemiołę, dzięki której spełni swój iście szatański plan. Zdjął buty i resztę wierzchnich ubrań. Poczłapał do salonu kładąc na podłodze swoje cudo. Czym prędzej wyjął z szuflady ich wspólnego biurka wszystkie potrzebne rzeczy do przymocowania zielonej roślinki do sufitu. Sznurek, taśma klejąca, nożyczki, wstążka. Zabrał się do pracy. Kiedy skończył był z siebie niesamowicie dumny. Teraz wystarczyło skryć się za sofą i czekać na pierwszą ofiarę. W tym roku chciał pocałować każdego z zespołu prosto w usta. Na czas świąt dorm odwiedzili też Henry, ZhouMi, Kibum i Hangeng, więc rudowłosy miał powód do radości. Czujnie nasłuchiwał czy ktoś nie nadchodzi. Wychylił się zza oparcia kanapy. Powolnym krokiem w pułapkę Kim’a zmierzał Ryeowook.
- No to zaczynamy zabawę!- powiedział sam do siebie.
Nim jednak zdążył przystąpić do ataku z kuchni wyszedł Yesung. Widząc swojego aniołka stojącego pod świątecznym symbolem pocałunku, podszedł do niego i cmoknął go delikatnie. Złość ogarnęła Heechula. Przecież to on miał teraz z uczuciem całować Wookiego!  Na dodatek uciekł mu jeszcze miłośnik żółwi.
~ Poczekam, na pewno będą jeszcze tędy przechodzić- pomyślał.
Jednak nic nie szło po jego myśli. Za każdym razem ktoś przemykał przez pokój. Po półtorej godzinie zrezygnowany chłopak usiadł na kanapie. Miał naburmuszoną minę, był wściekły. Dlaczego u licha, nikt nie mógł zostać w jednym miejscu chociaż przez chwilę?! Zamknął oczy chcąc zapomnieć o swoim niepowodzeniu. Wtedy ktoś nacisnął klamkę wejściowych drzwi. On jednak nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Osobą, która weszła do domu był Siwon. Stanął w przedsionku a jego wzrok natychmiast powędrował na sofę. Postanowił pocieszyć ukochanego. Ze spokojem zbliżył się do rudzielca. Usiadł przy nim i objął go swoim silnym ramieniem.
- Co się stało? Czemu jesteś smutny, co?- zapytał.
W jego pięknych oczach tliły się łzy.
- B-bo przytargałem tu tą jemiołę, a od rana nikogo nie pocałowałem! – krzyknął
Siwon delikatnie wziął Heechula za rękę i zaprowadził tuż pod jemiołę. Objął go jedną ręką w pasie, a drugą dotknął jego policzka.
- Look at me, now- wyszeptał po angielsku Choi.
Chłopak zrobił to o co go poproszono. Chwilę potem poczuł jak para gorących warg dotyka jego. Połączyli się w namiętnym pocałunku. Trwali tak, dopóki obojgu nie zabrakło życiodajnego tlenu.
Heechul podświadomie wiedział, że tak naprawdę przez cały ranek czekał tylko na ten jeden pocałunek. Pocałunek, który uszczęśliwiał go najbardziej na świecie…          

--------------------------------------------------------------


Tytuł: First kiss.
Parring: Jinyoung x Gonchan / JinChan
Piosenka: Yoseob - You Don't Know
Ostrzeżenia: brak.
-----------------------------------------------------------


B1A4 ćwiczyli właśnie po raz ostatni przed przerwą świąteczną.  Budynek wytwórni jak i sale treningowe były już udekorowane zielenią i czerwienią. Wszyscy wiedzieli, że zbliżają się święta. Każdy cieszył się jak tylko potrafił, na swój własny sposób. Gongchan postanowił przygotować dla reszty zespołu małą niespodziankę. Nadszedł czas na przerwę. Chłopak podbiegł do swojej torby i wyjął z niej uroczą przepaskę z różkami renifera i kawałek jemioły przewiązany kokardką. Uśmiechnął się sam do siebie i podreptał do przyjaciół. Każdemu chciał dać buzi w policzek i pożyczyć Wesołych Świąt. Jako pierwszego wybrał Sandeula. Ten siedział oparty o ramię Baro. Czarnowłosy ostrożnie się pochylił aby ucałować hyunga. Niestety wokalista wstał, a zdezorientowany Makane z łoskotem upadł na podłogę. Czym prędzej podniósł się i otrzepał , ale starszego już nigdzie nie było. Zniknął też raper. Na materacu przy ścianie leżał CNU. Channie podszedł do niego z nadzieją, że się uda. On jednak tylko zachrapał, najzwyczajniej w świecie usnął. Młodszy nie chciał go obudzić. Zrezygnowany stanął na środku sali. Poczuł ciepło, dużo ciepła. Ktoś objął go od tyłu i oparł podbródek na jego ramieniu.
- Jinyoung hyung…
- Co tam masz?- zapytał zaciekawiony.
- Jemiołę.
- A po co ci ona?- zapytał po raz drugi.
Gongchan wyjaśnił mu wszystko po kolei.
- Ja też dostanę buzi?- dopytywał czerwonowłosy.
- Jasne- odparł
Stanął tuż przy starszym, a w ręku tuż nad ich głowami trzymał jemiołę.
Makane zamknął oczy i ułożył usta w dziubek.  Po omacku przybliżył się do starszego.  Jinyoung postanowił to wykorzystać. Niby miał stać bokiem i dać się ucałować w policzek, ale zdecydowanie bardziej miał ochotę na wargi Channiego. Szybko zmienił swoją pozycję i stanął przodem do niego. Dzieliło ich już tylko kilka milimetrów.  Młodszy delikatnie cmoknął lidera i zdziwił się czując coś o wiele bardziej miękkiego. Ten pogłębił całus czyniąc  go naprawdę soczystym i pełnym miłości. Musiał przyznać, że chłopak smakuje cudownie. Powoli się od niego odsuwał. Ich spojrzenia w końcu się spotkały. Gongchan był wyraźnie zawstydzony całą sytuacją.
Wtedy niespodziewanie do Sali weszli Baro i Sandeul, a CNU wybudził się z drzemki.
- Opss - szepnął Jinyoung
- No proszę, proszę - zaśmiał się blondyn - Chwile nas nie ma ,a tu takie igraszki!
Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby Lider dostrzegł prawdę.
- Wesołych Świąt Channie, kocham cię- wymruczał mu do ucha.
Dla obojga będą to najbardziej niezapomniane święta, bo gdy przyznali się do swoich uczuć będą mogli spędzić ten magiczny czas razem…  


---------------------------

To by było tyle na dzisiaj. Piszcie jak wam się podobało. Liczymy na wasze opinie. Wesołych świąt. ^^

niedziela, 9 grudnia 2012

"Wybór" Part. III


Tutaj Bandur ^ ^ Zapraszam was na trzecią i zarazem ostatnią część tego ficka. Mam nadzieję, że wam się podobał. Do zobaczenia w następnej notce ;3
-------------------------------

W odpowiedzi on chwycił mnie za ręce i przysunął do siebie szepcąc:

- Spokojnie, zaraz wszystkiego się dowiesz, ale najpierw…

Poczułem jak jego wargi dotykają moich. Matko! On, on mnie pocałował! Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło! Co prawda całowałem się, ale na planie dramy więc nigdy nie uznałem tego za mój pierwszy prawdziwy pocałunek. Kiseop był tym, który złamał magiczną granicę. Pogłaskał mnie po plecach, poprosił żebym poszedł za nim. Pod stopami wyczułem miękki dywan- więc jesteśmy w naszym pokoju. Cichy dźwięk uchylanych drzwi, aż w końcu głos Eliego.

- No jesteś wreszcie! – powiedział trochę zirytowany –Już myślałem, że zabrałeś go tylko dla siebie.

Materiał zniknął i mogłem zobaczyć co tak naprawdę się dzieje. Dwa łóżka były złączone w jedno, światło przygaszone a Kyoungjae stał bez koszuli i wpatrywał się prosto we mnie. Spojrzałem na niego niepewnie po czym powiedziałem:

- Proszę, powiedzcie mi o co chodzi…

- Zobaczysz –odparł.

Nadal czułem strach, ale kiedy Ellison podszedł do mnie i złączył w pocałunku nasze usta zalała mnie fala gorąca. Kiseop muskał wargami moja szyję i kark. Jeszcze więcej ciepła…

Jęknąłem w niemocy. Czemu u licha zaczyna mi się to podobać?

-  Spokojnie Kevinnie, rozluźnij się troszkę , będzie Ci lepiej- szepnął tancerz.

Pozwoliłem im na pozbawienie mnie koszulki… a po chwili reszty odzieży. Siedzieliśmy teraz we trzech na łóżku, zupełnie nadzy do tego pieściliśmy się nawzajem. Moje ciało obsypywane było deszczem drobnych, słodkich całusów. Myśli stawały się coraz bardziej grzeszne. Oni zawsze mi się podobali- obydwoje jednakowo. Teraz miałem ich tylko dla siebie…   

Zamienili się miejscami. Eli całował mnie wzdłuż kręgosłupa. Wywoływało to u mnie dreszcze. Kiseop zaczął ssać i przygryzać moje sutki co wynagrodziłem mu delikatnym jękiem. Ich usta były coraz niżej i niżej. Nie minęło zbyt wiele czasu, żebym usłyszał z ust blondyna:

- Teraz zacznie się ciekawsza część zabawy…

Wciąż byłem lekko skołowany, miałem jednak świadomość co tak naprawdę kryje się za jego słowami. Seks… Jeszcze nigdy go nie uprawiałem, a co dopiero z facetami! Nie próbowałem nawet wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji. Zerknąłem na nich. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

- Kevin, połóż się na boku. Tak, żeby było ci wygodnie-powiedział cicho Kyoungjae

Wykonałem jego polecenie bez większego wahania. Napotkałem spojrzenie oczu Kiseopa- był przejęty ale i podniecony. Dotykał moich policzków, nosa i warg. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. Eli sunął swoimi ciepłymi, dużymi dłońmi od moich ramiona, potem po plecach, aż po biodra i pośladki. Byłem obdarzany kolejnymi czułymi pieszczotami. Zacząłem szybciej oddychać. Gorący oddech chłopaka drażnił moją szyję. Zadrżałem czując palec rapera przy swojej dziurce. Bez ostrzeżenia włożył go we mnie. Byłem złączony w pocałunku z Lee, więc jęknąłem w jego usta. Przez moment przyzwyczajałem się do nowego uczucia jakie towarzyszyło rozciąganiu. Poruszał palcem powoli, a ja coraz głośniej pojękiwałem.  Nie, to zdecydowanie nie jest przyjemne. Wiedziałem, że w końcu ból minie. Dołożył jeszcze dwa palce. Nie panowałem nad swoimi emocjami, łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Czerwono-włosy scałował je, a po chwili obdarzył czułym buziakiem i szepnął uspokajająco:

- Nie martw się, Eli zaraz przestanie

Zacząłem odczuwać przyjemność, odprężać się. Chwila zatracenia jednak minęła, szczupłe palce miały tylko przygotować mnie na coś znacznie większego. Jak tu teraz obdarować sobą dwóch ukochanych?  Z jednym jest dużo łatwiej.  Znajdowaliśmy się w pozycji zwanej „łyżeczką”. Była na tyle komfortowa, że bez problemu  mogłem dawać przyjemność obydwojgu. Eli wsunął kolano między moje uda, miał do mnie  idealny dostęp i mógł zacząć się ze mną kochać.  Kiseop’a  rozluźniał  mnie i zarazem pobudzał  przez pieszczenie mojego przyrodzenia. Z całej siły nabrałem powietrza w płuca. Mój pierwszy seme wszedł we mnie powolnym ruchem przez co naprawdę głośno westchnąłem. Poruszał się powoli i z wyczuciem aby przyzwyczaić mnie do swojego rozmiaru. Oddech stał się płytszy. Drugi chłopak wziął delikatnie mojego członka w dłoń i przesuwał nią po nim w górę i dół stymulując mnie. Czułem niesamowity żar wewnątrz siebie. Jasnowłosy zaczął przyspieszać, wchodzić głębiej w moje ciało. Delikatna dłoń również zmieniła częstotliwość ruchów. Nie powstrzymywałem jęków, nie obchodziło mnie, że ktoś z dormu to usłyszy. Liczyła się ta cudowna chwila. Wrzask rozdarł pozorną ciszę w sypialni.  Kyoungjae trafił idealnie w moją prostatę. Błagałem, żeby powtórzył ruch, nie zawahał się. Ciężko dyszałem. Kim zmienił trochę pozycje sadzając mnie na swoich biodrach tyłem do siebie. Teraz wystarczyło, że unosiłem się i opadałem na jego męskości. W tym samym czasie tancerz obciągał mi i przesuwał dłonią po udzie. To było jak sen, prawdziwy raj na ziemi. Kolejne ruchy, zachłanne pieszczoty. Niewiele brakowało do spełnienia. Wkrótce Eli rozlał się w moim wnętrzu, ja doszedłem w ustach Lee a on sam ubrudził sobie rękę. Położyliśmy się aby odpocząć, przed kolejną rudną. Oboje pogłaskali mnie po włosach. Po pewnym czasie zacząłem obdarowywać ich pocałunkami. Byli bardzo zadowoleni, ja zresztą też. Zamienili się miejscami. Kiseop nie musiał głowić się poszerzaniem mojego  otworka. Byłem już przygotowany na przyjęcie go w siebie. Blondyn znalazł sobie inne zajęcie. Zostawiał mi na ciele mnóstwo malinek. Dopóki znów nie poczułem pieszczot ze strony obojga, nie wiedziałem jak bardzo mnie pragnęli.  Nie przerywaliśmy choćby na chwilę Czułem się tak cudownie. Zaciskałem mięśnie na członku kochającego się ze mną, drugiemu wplotłem palce we włosy i oddałem namiętny pocałunek. Wszyscy we troje głośno jęczeliśmy. Pozwoliłem sobie zrobić Kyoungjae dobrze. Nachyliłem się nad jego przyrodzeniem, co spowodowało, że bardziej wypiąłem pośladki. Wokalista nie przerywał wykonywanej czynności, oddałem ciało w ich ręce. Doszliśmy drugi raz tego wieczoru. Byłem zmęczony i to bardzo, a oni? Po niespełna dziesięciu minutach znów byli ostro napaleni. Miałem tylko nadzieje, że nie zajmą się sobą pozwalając mi odpłynąć. Leżałem na plecach cicho pomrukując. Teraz to Eli mi obciągał, a tancerz pieścił wewnętrzną stronę ud oraz moje „klejnoty”.  Coraz bardziej perwersyjne jęki wydobywały się spomiędzy moich warg. Szybko skończyłem, zalewając gardło blondyna. To co zobaczyłem po chwili, trochę mnie zdziwiło. Chłopak nachylił się do przyjaciela i … podzielił się z nim moją spermą. Zobaczyłem jeszcze jak czule się całują. Przymknąłem oczy momentalnie zasypiając…

       WSTAWKA : „ Z pamiętnika Kiseop’a” –czyli co wydarzył się chwilę później.

Kevin przyłożył głowę do poduszki i natychmiast zasnął. Nie dziwiłem mu się, tyle przyjemności dla takiego kruchego ciałka to naprawdę dużo. Patrzyliśmy teraz z Elim jak nasz kochanek słodko pochrapuje. Okryłem go kołdrą i pocałowałem w czubek głowy. Skupiłem całą uwagę wyłącznie na Kevinnim. Dopiero po chwili dostrzegłem, brak rapera i obróciłem głowę. On patrzył na mnie z wyraźnym zaciekawieniem.
- I co teraz? – zapytałem
- Nie wiem jak ty, ale ja idę pod prysznic. Możesz dołączyć jeśli chcesz- powiedział po czym puścił mi perskie oko.
Widziałem jak wychodzi z pokoju w koślawo naciągniętych bokserkach. Z początku postanowiłem zignorować jego propozycje, ale czym prędzej pobiegłem do łazienki, aby dać upust  nagromadzonym emocjom. Naprawdę chciałem się z nim kochać, w końcu nie będzie to niczym złym. Skoro możemy nawzajem dać sobie przyjemność , to co się hamować.  
Nacisnąłem klamkę, ale nie ustąpiła. Ponowiłem próbę-udało się. Kiedy wszedłem do środka, już było bardzo gorąco i parno. On stał pod prysznicem oblewając się wodą.  Przeźroczysty strumień spływał idealnie wzdłuż jego ramion. Mogłem podziwiać go w pełnej krasie.  Podszedłem do kabiny, rozsunąłem drzwi. Obrócił się.
- Wiedziałem, że się nie oprzesz…- szepnął
Objął mnie mocno swoim silnym ramieniem i wtulił się w zagłębienie w mojej szyi. Tak bardzo go pożądałem. Przyciągnąłem go do pocałunku, nie skończyło się na jednym. Całowaliśmy i dotykaliśmy się mocniej, zachłanniej. Chciałem przejąć inicjatywę, ale Kim ni na to nie pozwolił. Gwałtownie przyparł mnie do ściany i powiedział:
- Seme, to ty możesz być dla Kevina, ale ze mną nie pójdzie Ci tak łatwo.
Gorąca woda rozluźniła moje mięśnie, dotyk Eliego stał się bardziej przenikliwy. Starał się mnie przygotować jak najlepiej umiał, robił to jednak długo a ja się niecierpliwiłem.
- Oh błagam Eli! Nie każ mi dłużej czekać!- krzyknąłem
- Ja sobie życzysz… - odpowiedział i nadgryzł płatek mojego ucha.
To było naprawdę cudowne! Chciałem go dla siebie więcej. Znów mnie pocałował. Wchodził, we mnie głębiej za każdym razem idealnie trafiając w najczulszy punkt. Doszedłem więcej niż raz a on nie przerywał. Zwijałem się  z rozkoszy i bólu. W końcu potężny orgazm targnął naszymi ciałami. Ze zmęczenia opadłem na jego klatkę piersiową. Czule mnie przytulił.
- Teraz już wiem dlaczego Kevin był taki zmęczony- powiedziałem
Zgodził się ze mną, po czym obdarzył ciepłym uśmiechem. Nawzajem się umyliśmy ,a po wytarciu wróciliśmy do pokoju. Położyliśmy się po obu stronach uśpionego chłopaka i odpłynęliśmy w krainę snów.   

      
                                                          *KONIEC WSTAWKI*

Powrót do rzeczywistości

 Przetarłem dłońmi oczy. Spojrzałem na ich uśpione twarze, chociaż i tak wiedziałem, że niedługo się obudzą. Nie minęło zbyt wiele czasu gdy moja „prognoza” sprawdziła się. Przywitali się, ze mną i trochę tak razem się dobudzaliśmy. Przyjemnie było czuć ciepło ich ciał, słuchać miarowych oddechów. Gdy nagle:

- Kocham Cię Kevinnie~! – powiedzieli oboje, dosłownie w tym samym czasie

Praktycznie mordowali się wzrokiem, z minami typu „Dlaczego to zrobiłeś?”

- Więc będziesz musiał wybrać Kev, bo tak być nie może –powiedział Eli.

Odpłynąłem w świat swoich myśli. Co mam im teraz powiedzieć? Jak z tego wybrnąć? Przypomniałem sobie każdą sekundę spędzoną z nimi. Każdy choćby najdrobniejszy szczegół. Nie wiem, jak długo trwało to moje zamyślenie. Do porządku doprowadził mnie Kiseop.
  
Odpowiedź jest jedna:

Kocham was obu- odparłem – i nigdy nie będę umiał wybrać… 





                                                                                                                           Bandur ;3